Mamy tych braci — tych zmarłych zaledwie...

★ ★ ★

Mamy tych braci — tych zmarłych zaledwie,Już przerzucanych po kartach historii,Jak się przerzuca kamienie na sitach,Winę na innych; na jarmarkach — żywiec.Mamy tych braci — tych zmarłych zaledwie,A już dźwiganych do wtórnej roboty.

Najpierw się muszą wyłamywać z szuflad,Z matczynych biurek ze złoconym zamkiem,Z owych izdebek czułości i trądu,Gdzie leżą bladzi, zadławieni pudrem,W powiędłych skrzydłach kołnierzyków Jula,W maskach niemowląt lub swojonych ptaków.

Tam oni — chudzi, wiecznie anemiczni —Błądzą po kątach, wikłają się w lustrachZdjęć amatorskich; przerzucają lasyCenzurek szkolnych, dentystycznych recept.Umarli krzyczą w matczynych szufladachŚmiesznym głosikiem z okresu mutacji.

Potem wędrują przez piekło legendy,Wywoływani z płonących kieliszków;Powstają z lękiem, kiedy się odmykaNie grób nad nimi, lecz wieko bufetu.

Pijaństwa zmarłych — kto zna te biesiadyPo ciemnych latach śmiertelnego postu?

Mamy tych braci — tych nietrzeźwych zmarłych,Z wybiciem pierwszej porzuconych w barach,Wiszących w szafie przy kelnerskim kitlu,Jedynych żywych wśród butelek trupów.Na biedne głowy w nagniotkach od nimbówSypią się kwiaty z poplamionych tapet.

I takich właśnie: chłopców elegijnych,Którzy spod skrzydeł matczynych uciekliWprost do szynkwasu; chłopców nierozważnychBiorą na spytki przy szkolnym pulpiciePanowie w czerni — posiadacze palcówWygiętych w narząd do ślinienia kartek.

I takich właśnie — zmęczonych nieżyciem,Bardziej od żywych służbą spracowanych —O małomówność winią złotouści,O brak pokory — ujeżdżacze lektyk.I — nawet bywa — co na mord pomarli,Sądzą tych zmarłych za istnienie mordu.

A oni — żyjąc — żyli w kołnierzykachI w wierszach Jula, i mieli te grdykiLedwie chłopięce, i za długie rzęsy,I matki słodkie, pachnące bawełną.I żyjąc — żyli lemoniadą, krostką,„Listkiem do szyby — w ciemność — przyklejonym”.

Śmierć ich dopadła wprost z okola lampy,Gdzie został Norwid; z tarczy słonecznika;Z odbicia w wodzie; z utyskiwań matki;Z pierwszego grzechu — siostrzeńca rozpaczy;Że, miast różańcem, związano im dłonieLufą dymiącą — jedyna ich wina.

Mamy tych braci — tych zmarłych zaledwie,Nie w grób wchodzących, lecz w ciężki wiek męski,W surowość zrządzeń, które zmarłym każąObrastać w zmarszczki, sędziwieć na skroniach,Mamy tych braci — wstydliwych i skrytych,Którzy najchętniej przesiadują w domu.

Comments

Loading comments…