Oda — plecy

Oda — plecy

Jedna miała głowę, zasługujące jajo,A druga była w dłoniach wyśpiewana do końca,Tamta niesie gorycz podzwrotnikowych krajów,I jest też taneczna, kosteczkami dzwoniąca;Ciebie piszę w zimie, w ogromniejącej świecyZa plecy

One są dwie — dwie krainy osobne,Zamknięte w horyzontach jak określone koła;Spływając w wąski trójkąt, w najbardziej czułą połać,Wznoszą się i opadają wyżynom dwom podobne.Lecz można także znaleźć w nich kształty płaskich mieczy:Wówczas to są twarde, niemiłosierne plecy.

A tu — pośrodku — kanał. Muzyczna złota rura,W niej przepływa słońce, gdy szczypiesz mnie wargami,Lecz tędy też przemyka złowrogość twa pochmurna,Gdy krzyczysz ponad nami.A kocham je w ciemności i wtedy ożywają:Jest rzek podskórnych szelest, jest lądów powstawanie —I wówczas następuje zbiegnięcie obu krainW nieboskłon wszystkich planet na oszronionej ścianie.Maleńki, ogłupiały — z ogarkiem drżącej świecyPrzekradam się przez plecy.

Comments

Loading comments…