Osa (albo Przygasanie wzroku)
Osa(albo Przygasanie wzroku)Poczyniła mi splendor osa. Przyszła wraz z otwarciemWystawy Ubóstwa, którą przedsięwziąłemNa znak jesieni moich biednych oczu. Czas bowiem najwyższyKupić okulary — tak myślałem — aleOsa to uczciła w sposób okazały: astrąŻółtą odwłoku, który dyszał swobodnie na wietrze.
Krępacja niewymowna. Cóż podać? Miód czy piwo? Osa —Jak wiadomo Leśnym i Bagiennym — pijaZ wysokich wazonów, gdzie się pieśń zapleśniAlbo wirydarz gotycki w tulejkę zawinie.Robiła więc fochy, osa — osowiała.
Ja też — jak gdyby nigdy nic — chodzę z koktajlami,Tu poczęstuję cień aksamitny, tam — szkatułkę pełną białej soli,Wiodę dyskurs z czerwieńcem, a potemDo klawesynu siadam.I patrzcie:Osa opowiada o pewnym osiedleńcuNa osypiskach osnutych przez osty, ostatnioOsamotnionym z powodu gacha żony.
Nie wytrzymałem, tłukąc trzy nasturcje, które osa lubiTraktować jako trunków wazony:— Cóż to za osioł?
Osa ofuknęła — ni stąd, ni zowąd — osiwiałego lokaja:„Osobliwe to, zaiste, aby byle fagasNosił na nosie jako cwikier skrzydła ważki,A nie znał jej szwagra, zaś mego małżonka:Trzmiela”.
Zdarłem fagasowi okulary z nosa. Zbłękitniały mu białka.
Comments
Loading comments…