Pieśń o Marchołcie (Grochowiak, 1956)
PIEŚŃ O MARCHOŁCIE
Nic nie spadło prosto z nieba,Nic się z chmurki nie wykluło —Wiatr przynosi to, co wiatr...Ziemia w kamień szczodrobliwa.
Tak więc ziemię łzą się kwasi,Korzeń zębem się wyrywa —Nic nie spadło prosto z nieba,Nic się z chmurki nie wykluło.
Dziad nasz był piersiasty chłop,Łeb miał kuty sztyletami,Nos na bakier, uszy z głowy,Stukilowy krzepki brzuch.
Zwał się Marchołt, w śliskich portkach —A gitara w nim jak owoc.Ledwo smyk! paluchem w strunę,Już dymiły w trony króle.
Czule śpiewał, gniewnie śmiał się,Na dzban wody bidnym dał się,Starym matkom synem stał się,Taki chłop.Pieroński chłop.
Wy, co ledwo że kwilicie,Smarujecie coś w poszycie,Posłuchajcie — rąbie dzwon,Marchołt bidę w bary klepie.
Hej, niedźwiedzie na jarmarkach,Tańcujące małpy różne,Senatorom dyga brzuch,W który Marchołt godzi nożem.
Nic nie spadło prosto z nieba,Marchołt gdyby spadł, to dziura —Wyrósł z krwawych kolan matki,Mógł się mścić i nieba żądać.
Bo widzicie: Bóg gdy kleił,Skleił takich, co panują,Ale kiedy ci kantują,Bóg ulepia wielkie łby.
I bum! rąbie prosto z ziemiMarchołt gruby a wnikliwy,
A gitara w nim jak owoc,W giętką strunę smyk! i brzdęk!
Kocioł smoły przytaczają,Ładne panny sprowadzają,Tuż przy ogniu je sadzają,Marchołtowych słów słuchają.
Blask po łbie Marchołta łazi,Bąble plaszczą w czarnej mazi,Ktoś piosenkę płaczem skazi,Dym rozłazi się po mazi.
Nędza rośnie przypomnieniem,Gniew przywala brwi kamieniem,Ostre palce ryją ziemię,A ten: brzdąk!I tili-tąk!
Planko, kanko, pili-planko,Tiuli, tiuli-tali tan.W garściach noże kiełkiem wschodzą,Wargi psom się marszczą w trąbki.
A ten brzdąk! i tili-tąk!Złotą rybką w strunach pluska,Chłopy idą przez cmentarze,Pochodniami wloką dym.
Rosną ognie nad pałace,Magnat kopie się w pierzynach,Pierze leci z rżących okien.W wielki ogień mały śnieg.
Nic nie spadło prosto z nieba,Nic się z chmurki nie wykluło,Ziemia w kamień szczodrobliwa,Korzeń zębem się wyrywa.
Comments
Loading comments…