Sen (Grochowiak, 1978)
Sen
Cmentarz płonął powoli Od gniazd swoich— spękańOd korzeni swych płonąłA choć świt nie nadszedłWidziałem to dokładnieWięcUcieczkę żukówNa grzbietach połyskliwych W łapek wirowaniu
Najpierw wieńce blaszane nabierały żaruJak świecące koronyPostrącane z główPotem farba posągów odpadała z trzaskiem —A na koniecUmarłychSennePoruszenie
O bez żadnych zmartwychwstań —W ogromnym spokojuKtoś prostował kolano —Najpiękniejsza zmarłaJakby grzebień uniosła Ledwo tknęła włosów
Płomień kocha umarłychCmentarz szumi cichoKrzątaniną Książąt Królów i CesarzyAugust Mocny jak róża śpi wśród fraucymeru
NicNie miałem przez chwilęOdczucia gorącaRaczej światłoNadziemneBijące ze szczelin(jakby rzeka ze źródeł)
NieNie było siarkiBył zapach ogrodówPokochanych rano
ISZŁAŚJedyna żywaWeselnaW welonieW tym białym welonie i w zawiei iskierZ odblaskiem tych iskier na wzruszonej twarzyZ palcem lekko podanymNa uścisk obrączki
Comments
Loading comments…