...Stała na wzgórzu — była drobna — w białej

★ ★ ★(Z cyklu „Spotkania”)

Ostatnią rozmowę z Marią Dąbrowskąprzeprowadziłem przez telefon

...Stała na wzgórzu — była drobna — w białejSpódnicy z płótna, w bluzeczce z jedwabiu;Na stopach miała uczniowskie skarpetki,Które zaledwie okryły Jej kostki.Stała na wzgórzu — w tarczy siwych włosówJakby w zegara słonecznego tarczy.

Czujna — płochliwa — gotowa do biegu;O, zaraz skoczy i zbiegnie tu na dół,Gdzie pod drzewami stoją długie stoły,Na nich naczynia, książki, ręce kobietZłożone ufnie obok dłoni mężczyznLub zaplątane w grzywy starych zwierząt.

...Stała na wzgórzu — nad całym obszaremEpoki — jedna. Nad doliną — światło.Już tak pokorna, a wciąż nie wierzącaW ścięcie warkoczy, w powieszenie luster,W krzyżową mękę spustoszałych okien,W myśli ostatnie, błędne rozstrzelanie.

I miał gong wybić. Ten radosny, któryWzywa domowych w porze podwieczorku,A oni idą, niosąc paproć z lasu,Protezę z bitwy, zapach świec z kościoła;I ona zbiegnie — i też coś przyniesie:Mrówkę na dłoni lub welon weselny.

...Nie było gongu. Zadzwonił telefon.Powstała z krzesła — a schodziła z wzgórza.Ta w dole: chora — ta w górze: skrzywdzona,Jak matka z córką, i jak wdowy — obie.Podniosła się z krzesła — więc która? A któraZakrywszy oczy, zbiegła w dół jak w cmentarz?...

Mówiłem z dwiema. Z jedną, że ma serceBardzo zmęczone, że już mu nie ufa...Z drugą, że trzeba znów wrócić do miasta,Pożegnać ptaki i powitać eter...Z pierwszą, że umrze — z drugą, że umieraćTo jakby wracać w próg szkoły z wakacji.

........................................................................................

...Potem się zbiegły. Potem się złączyłyW czułym uścisku dwóch zbielałych dłoni;Zarówno jednych, kiedy w zawstydzeniuBrały na siebie klejnot pocałunków,Jak kiedy w wieczność odchodziły społemZ nigdy nie zmytą plamą atramentu...

........................................................................................

Comments

Loading comments…