Z pamiętnika (Grochowiak, 1978)

Z pamiętnika

I

Niedopieszczona chodzi jak kot.Szyję ociera o wszystkie framugi.Psa całowała dzisiaj tak pokątnie,Że gdy wróciła, miała w oczach wierność.

Potrafi ręce oglądać pod światło,Stąpa, jak gdybyŁasiła się ziemi,Jest w jej robocie na drutach — ból,A w obłuskaniu zająca — nienawiść.

Potem na chwilę idzie w pokój ciemny,Zrzuca pończochy i ramiączko nawet,Stoi otulona samotnością swoją,Kolana bada.

Wołają za nią, to tuli ramiona,A żebrzą u niej, to zasłania twarz,Topią się dla niej, to poprawia wodęSzybkoJak rąbekZadartej spódnicy.

II

Nieraz — mówiono o niej — o świcieLęka się biedna przybliżyć do lustra,Tafla się kłębi,Wzbiera jak przed burzą(Łagodne pazury wędrują w jej głębi).

Ona jest nagaI czuje swe plecy —Dziurka od klucza nadpływa posępnie,Ma usta miękkie,Przywiera jak starzec.

Nieraz — mówiono o niej — o świcieKocha się z szarym sztywnym prześcieradłem;Ono wzlatuje,Zawisa wypukłoNa dwóch ciemnych skrzydłachJak zwierzę lub rzeźba.

III

Pokochana znienacka,Nieomal przekłutaStrzałą ze złota ciężkiego struganą,Rozchyla usta,Zbłękitniały jej białka,Włosy jej krążą jak uśpione węże.

Ach, nie tyle klasyczna —Raczej już umarła,Tylko w wargach wilgotnych trochę ciepła trzyma,Powiew smaku pokrzywy,Krople śliny zgorzkniałejOd blasku i dymu.

Ach, nie tyle piekielna —Wchodzi w wielki spokój,Gdzie już nie ma radości, nadziei lub smutku —Tylko krowia KariatidWypłakuje oczy.

IV

Mężczyznę zbudzisz, gdy go dotkniesz, aleKobietę zbudzisz, gdyś dotykać przestał,Wstaje zdziwiona w swej podłużnej sukni,Patrzy na sprzęty z tępym przerażeniem.

Ani na chwilę niepewna jest siebie,Wchodzi w powietrze bosymi stopami,Jeśli nie krzykniesz, ujdzie bladym oknem,Jakbyś otrzepał coś białego z dłoni.

O, Pawle, wiele wędrujących kobietZostanie po mnie nad dachami sadyb,Patrząc za nimi, rozkładałem ręce,Jak ptasznik w smutku bardzo dobrotliwy.

V(Izolda)

Kiedy wołano jąTo na białym śnieguRano znaleźli ledwo sukni podmuch —Być może łapkęOdciętąZajęczą

Kiedy ścigano jąW stado psów zażartych —Chrapy gorące czarne podniebienia —Skowyt zajadłyAż lasemKotłował

Gdy osaczono jąTo w kościoły sieci —Były plecione z włosów zmarłych dziewczątZ grzyw śniętych karpiZ pajęczynNamokłych

Kiedy złapano jąTo wiedli staruszkę —Na łysej główce listek przyklejonyA z kręgosłupaDla królaRóżaniec

Comments

Loading comments…