Kościołek (Jachowicz, 1924)

Samotnie stał kościołek skromny i ubogi.Okna poprzepalane, wydeptane progi,Dach miejscami zapadły, mchem okryty cały,Ściany, jak ogorzałe, zdaleka czerniały.Ale skoroś wszedł wewnątrz tej świątyni pana,Niepojęta w twem sercu nastąpiła zmiana,Przyszedłeś z chmurnem czołem, wyszedłeś z wesołem;Nie jakobyś człowiekiem, ale był aniołem.Nikła wszelka uraza do ludzi na ziemi,Serce się przepełniało czuciami świętemi,Cnota wdziękiem jaśniała, miłość własna brzydła,Każda rozkosz zmysłowa była bańką z mydła.Tym kościołkiem jest każde samotne ustronie.Kiedy serce pobożnem uczuciem zapłonieMożna w domu zapadłym, pod ubogą strzechąNapawać się tem szczęściem, karmić tą pociechą.I gdzie jej szukać? niedaleka droga:Wszędzie możecie westchnąć do Boga,A on te cuda uczyniTak w lichym domku, jak i w wspaniałej świątyni.

Comments

Loading comments…