Kruk i łabędź (Jachowicz, 1916)

W pięknym Dzikowskim ogrodziePływał wspaniały łabędź po przejrzystej wodzie,A wyciągając szyję w najzręczniejszym ruchu,Rozświecał blask wokoło śnieżystego puchu.Kruk siedzący na drzewie niedaleko wody,Zdumiewał się nad wdziękiem przecudnej urody.Chciał mu zrównać w białości, doświadcza kąpieli,Ale czarność wrodzona już się nie wybieli;Napróżno wszelkich starań w umyciu używa,Po czarnych jego piórach czysta woda spływa.W bezskutecznych zamiarach czas mu zniknął marny,Jak czarny wstąpił w wodę, tak i wyszedł czarny.Zazdrość go gniewem zapala,Inny więc pomysł uchwala;A nie mogąc dosiądz chwały,By był taki, jak on biały.Chociaż tego chce dokazać,By tamtego białość zmazać.Do tak podłego zamiaru,Kruk, znany z swoich sprawek, ma aż nadto daru,

Więc od nocy do porankuCzyha na to bez przestanku.Ale łabędź ostrożny, pływając po wodzie,Długo nie uległ przygodzie.Kruk się nareszcie do podstępu bierze,Udaje przyjaźń nieszczerze:Przez pochlebstwa, ulegania,Zwolna łabędzia nakłania,By wzgardził, czem go hojna obdarza natura,I poczernił swoje pióra.Wkrótce przyjaciel mniemany,Ziściwszy cel pożądany,Śmiech mu ze wzgardą zostawia w nagrodzie.Poznał łabędź błąd po szkodzie,Co tchu do wody przybywa.Szczęściem czarność się odmywa;Ale jednak cząstka małaPrzy dziobie mu pozostała.I od tej to właśnie dobyCzarne plamki mają dzioby.

Co stało się z łabędziem, to dzieje się z nami,Zbyt się trudno oczyścić, gdy kto się raz splami;Mimo usilne staranie,Zawsze plamka pozostanie.

Comments

Loading comments…