Kwoka i kogucik (Jachowicz, 1916)
Kwoka jedynie losem swych dzieci zajęta,Wodziła po podwórzu wylęgłe kurczęta,A znalazłszy robaczka lub ziarnko na ziemi,Sobie od ust odjąwszy, dzieliła się z niemi.Jedno ze żwawych, lekkomyślne, płoche,Siły skrzydełek chcąc doświadczyć trochę,Porzuciwszy inne dzieci,Nad cembrzynę studni leci;
Wpada w wodę, swawoli doświadczywszy skutku,A biedną matkę w wiecznym pozostawia smutku.Wkrótce kogucik zuchwały,Co już wcale nie był mały,Podlatywał sobie śmiało,To niedawne nieszczęście matce przypomniało.— Synu! rzecze z uczuciem, ach synu mój drogi!Jużby się wiek twój obszedł bez mojej przestrogi,Ale i cóż dziwnego, że matka troskliwa!Wiem, że ci na odwadze i męstwie nie zbywa,W walkach się wcale o ciebie nie boję,Lecz omijaj tę studnię, lube dziecię moje;To miejsce jest pamiętne zgubą twego brata,Przez swoją lekkomyślność marnie zeszedł z świata.Podziękował kogucik za zbawienną radę:Lecz mając jeszcze w sobie zwykłą młodych wadę,Niechętnie się do niej skłania.Pełno było przyrzekania,Ale to wszystko nieszczerze;Niezmierna go chętka bierzeDo tej nieszczęsnej przybliżyć się studni.Czem się dalej posunie, tem się wstrzymać trudniej;Nareszcie rzecze: — Cóż to, czyż ja jeszcze dziecię?Będęż się zniewieściale obawiał o życie?Ja, co się męstwem i odwagą szczycę,Będęż na słowa uważał kobiece?Może to matka wyrzekła jedynie,Nieulękłości chcąc doćwiadczyć w synie.Albo też bardziej o młodszych troskliwa,
Przedemną ziarno w tej studni ukrywa.Nie, nie, nic z tego, gardzę jej przestrogą.Coraz dalej zuchwałą postępuje nogą,Stanął na samym brzegu, spuszcza na dół głowę,Patrzy... alić na spodzie widowisko nowe:Kogut jemu podobny, tak jak on zuchwały,Jak on wyciąga szyję, nastrzępia się cały.Zagraża mu nasz młodzik, tamten niezlękniony,Groźbą za groźbę z swojej odpowiada strony.Tu już zacięty kogut ledwie sobą włada,I chcąc tamtego zgnębić, sam w wodę upada;Tonąc, zawołał z żalem: — Patrzcie, lube dziatki,Jak to źle nie słuchać matki!
Comments
Loading comments…