Ludwiś (Jachowicz, 1916)
Kto pilny, pracowity, ten bawić się może!Ale próżniak, broń Boże!Ludwiś się pięknie uczył i wszystko rozumiał,Kilkanaście bajeczek już na pamięć umiał;Czytał płynnie, z uwagą, nie przekręcił słowa,Wiedział, gdzie Europa, gdzie szukać Krakowa,A nawet był tak pilnym, tak chwili żałował,Że kiedy świeczka zgasła, na pamięć rachował.Wszyscy mu też pragnęli dostarczyć zabawy,A mama śliczną piłkę przywiozła z Warszawy.Już po pilności — poszły w kąty dzieła:Piłka czas cały zajęła.Ledwie przetarł oczy z rana,Dalej do piłki, książka nietykana.Zeszły chwile do obiadu,A roboty ani śladu.Tak dzień za dniem marnie ginie,A czas jak płynie, tak płynie.Widzi matka, że na nic wszelkie napomnienia,Więc dla pana Ludwika także się odmienia.Już to nie ta postać miła,Co niegdyś trudy słodziła.Z groźną postawą, łącząc głos surowy,Temi przemawia słowy:
Kto nadużył dobroci, zasłużył na karę;Odbieram piłkę, boś już przebrał miarę.Lubię wesołość, niewinne pustoty,Lecz po zabawie — zaraz do roboty.A kto na niczem śmie cały dzień trawić,Nie wart się bawić.
Comments
Loading comments…