Pelikan i bocian (Jachowicz, 1916)

Opuszczon od rodziców, przyjaciół, rodziny,Żył samotnie pelikan pośród gęstej trzciny,

I tem jedynie gorycz osładzał tęsknoty,Że nie zboczył z drogi cnoty.Chociaż go wszystko prawie opuściło w świecie,Znalazł on rozkosze przecie,I nie zazdrościł, gdy marnej igraszkiInne po borach używały ptaszki.Bocian, którego miłość ku rodzicom znana,Napotkał samotnego w brzegach pelikana.Oddawna pragnął poznać tego pustelnika;Widok jego postawy czcią gościa przenika;Dobremu, jak on dziecku, jakąż radość sprawia,Widzieć tego, co dzieciom własną pierś rozkrwawia!— Synu zacnych rodziców! — rzekł bocian wzruszony —Przypadek mnie tu w twoje przyprowadza strony,Ale jakżem szczęśliwy, że tego poznaję,Co miłości ojcowskiej rzadki przykład daje.Lecz co widzę? tyś wesół, choć żyjesz w pustyni?Cóż cię na rozkosz świata obojętnym czyni?— Mam ja — rzecze pelikan — okropne zgryzoty,Niedawnom stracił matkę uwielbianą z cnoty,Opuścili mnie wierni niegdyś przyjaciele,Z nikim ani pociechy, ani łez nie dzielę;Lecz Bóg, co okiem łaski na wszystkich spoziera,On jeszcze nieszczęsnego pelikana wspiera.Za tę małą cierpliwość, z którą troski znoszę,Wlał w serce moje innym nieznane rozkosze:Te osładzają życie, powleczone chmurąI w niebo przemieniają pustynię ponurą.Kto się z młodu nauczył mężnie walczyć z losem,Cenić rozkosze serca, iść za cnoty głosem,

Komu czarnych sumienie wyrzutów nie czyni,Ten może być szczęśliwym nawet wśród pustyni.

Comments

Loading comments…