Pelikan i bocian (Jachowicz, 1924)
Opuszczon od rodziców, przyjaciół, rodziny,Żył samotnie pelikan pośród gęstej trzciny,
I tem jedynie gorycz osładzał tęsknoty,Że nie zboczył z drogi cnoty.Chociaż go wszystko prawie opuściło w świecieZnalazł on rozkosze przecie,I nie zazdrościł gdy marnej igraszkiInne po borach używały ptaszki.Bocian, którego miłość ku rodzicom znana,Napotkał samotnego w brzegach pelikana.Oddawna pragnął po znać tego pustelnika;Widok jego postawy czcią gościa przenika;Dobremu jak on dziecku jakąż radość sprawia,Widzieć tego, co dzieciom własną pierś rozkrwawia?„Synu zacnych rodziców! rzekł bocian wzruszony,Przypadek mię tu w twoje przyprowadza strony,Ale jakżem szczęśliwy, że tego poznaję,Co miłości ojcowskiej rzadki przykład daje,Lecz co widzę? tyś wesół, choć żyjesz w pustyni?Cóż cię na rozkosz świata obojętnym czyni?“„Mam ja, rzecze pelikan, okropne zgryzoty,Niedawnom stracił matkę, uwielbianą z cnoty,Opuścili mię wierni niegdyś przyjaciele,Z nikim ani pociechy, ani łez nie dzielę;Lecz Bóg, co okiem łaski na wszystkich spoziera,On jeszcze nieszczęsnego pelikana wspiera.Za tę małą cierpliwość, z którą troski znoszę,Wlał w serce moje, innym nieznane rozkosze:Te osładzają życie powleczone chmurą,I w niebo przemieniają pustynię ponurą.“Kto się z młodu nauczył mężnie walczyć z losem,Cenić rozkosze serca, iść za cnoty głosem,Komu czarnych sumienie wyrzutów nie czyni,Ten może być szczęśliwym nawet wśród pustyni.
Comments
Loading comments…