Szara godzina (Jachowicz, 1924)

Nadeszła szara godzinka,Wziął ojciec za rączkę synka,I rzecze: „Synku! w tej chwiliBędziemy sobie chodzili,Będziemy sobie gadali,Bo jeszcze światła nie dali.“„O, dobrze kochany tato!Ja bardzo kocham cię za to!“„Widzisz mój synu kochany!Nagłe na świecie odmiany:Niedawno słońce świeciło,Tak widno, tak pięknie było!Przyszedł nowy czas spoczynku,Słońce nie świeci mój synku;My jednak szczęśliwi oba,Wieczorek nam się podoba;Nauczka płynieW szarej godzinie,Myśl podniesiona do Boga,Co nam słońce przyszle zrana,Co w ciemności i wśród słońca.Cudem dobroci bez końca,Śród cichości, śród ciemnotyPobudzamy w sercu cnoty.O! wstrzymajcie światło jeszcze!Niech myślami się napieszczę,Duchem bożym natchnę syna,Bo on myśleć już zaczyna.Synu! synu mój jedyny!Chciej korzystać z tej godziny.I z człowiekiem tak się dzieje.Gdy wiek młody — to mu dnieje,Kiedy starszy — wieczór szary,A noc ciemna, kiedy stary.Korzystaj synu z młodości,Czyń, co tylko w twojej sile!Szczęście w domu się zagości.Wieczorek ci spłynie mile.“

Comments

Loading comments…