Wieczór pod drzewkami (Jachowicz, 1916)
Nie na tem szczęście, nie na tem,Ażeby być bogatym.Znałem ja ubogie dziatki,Pociechy ojca i matki,Na górze chatka ich stała,Drzewina ją ocieniała,
A pod cieniem tej drzewiny,Siadały nieraz z dziaduniem dzieciny.A on się z niemi bawił,Albo nauczki prawił.Wśród rozrywki, wśród pieszczoty,Wpajał w serca piękne cnoty.Jednego wieczora,Tak pamiętam, jakby wczora,Siedział ten starzec pod drzewem na ławie,Miłej się wnucząt przyglądał zabawie.Potem starszego, Zygmuntka, zawoła:— Rzućno, kochane dziecię, okiem dookoła,A potem w niebo wznieś oko niewinne,Tu i tam mieszka Bóstwo dobroczynne,Tu i tam szczęścia, miłości kraina,Choć twoja nie opływa w dostatki rodzina,Jeżeli myśleć będziesz o serca ozdobie,Codzień przyswoisz nową cnotę sobie,Pójdziesz gościńcem od Boga wskazanym,Oprzesz się złemu z męstwem niezachwianem,Zniesiesz ubóstwo i ciężar niedoli,A Bóg ci szczęścia na ziemi pozwoli,w przyszłem życiu zgotuje nagrodę...Weszła nauczka w serduszko młode,I inne dzieci, co to słyszały,Pobożnie rączki składały.I rzekły razem: — Dziaduniu miły!Wszystko, co mówisz, będziemy robiły,A on ich żegnał, twarz łzami rosił,I Boga dla nich o pomoc prosił.
Comments
Loading comments…