Wieczór pod drzewkami (Jachowicz, 1924)

Nie na tem szczęście nie na tem,Ażeby być bogatym.Znałem ja ubogie dziatki,Pociechy ojca i matki,Na górze chatka ich stała,Drzewina ją ocieniała,A pod cieniem tej drzewiny,Siadały nieraz z dziaduniem dzieciny.A on się z niemi bawił,Albo nauczki prawił.Wśród rozrywki, wśród pieszczoty,Wpajał w serca piękne cnoty.Jednego wieczora,Tak pamiętam jakby wczora,Siedział ten starzec pod drzewem na ławie.Miłej się wnucząt przyglądał zabawie,Potem starszego, Zygmuntka, zawoła:„Rzućno, kochane dziecię, okiem dookoła,A potem w niebo wznieś oko niewinne,Tu i tam mieszka Bóstwo dobroczynne,Tu i tam szczęścia, miłości kraina,Choć twoja nie upływa w dostatki rodzina.Jeżeli myśleć będziesz o serca ozdobie,Codzień przyswoisz nową cnotę sobie,Pójdziesz gościńcem od Boga wskazanym,Oprzesz się złemu z męztwem niezachwianem.Zniesiesz ubóstwo i ciężar niedoli,A Bóg ci szczęścia na ziemi pozwoli,I w przyszłym życiu zgotuje nagrodę.“

Weszła nauczka w serduszko młode,I inne dzieci, co to słyszałyPobożnie rączki składały,I rzekły razem: „Dziaduniu miły!Wszystko co mówisz, będziemy robiły.“A on ich żegnał, twarz łzami rosił,I Boga dla nich o pomoc prosił.

Comments

Loading comments…