Arkadya (Trembecki, 1836)
Śliczna Heleno, twego nazwika,Wsławiona gładkością dama,Niegdyś się w Trojan obce siedliskaI w dom przeniosła Pryama.
Trudnoż to lube kąty odbiegaćI cudzych dźwigać praw pęta?Miłość tak chciała, trzeba ulegać,Noszą je sami Książęta.
Aleć ja przecie temu nie wierzęBy przy miłości nie byłoCiekawej chęci (wybacz Homerze)Coby Helenę złudziło.
Złotemi dachy kryte Pergamy,Ładne chłopczęta i hyże,Wabiły dawniej Laceńskie damy,Jak nasze teraz Paryże.
Miła pasterko! jakież zabawyZ twej arkadyjskiej samotyDo pełnej tłumu zwabia Warszawy,Tu słodycz, pokój, pieszczoty.
Czym niegdyś Grecy we snach uczonychPoeci łudzili myśli,Twój bystry dowcip z twych uwielbionychRączek ołówkiem zakryśli.
A zatym wzorem Nimfów gromada,Leśnych i wodnych pospiesza,Ta wonne kwiaty kształtnie układa,Ta ze skał rzeki zawiesza.
Inne przez lutni wszechmocne brzmieniaRozkazom pańskim przytomne,Wabią stoletne dęby z korzeniaI w ciosach głazy ogromne.
Moc jakaś w krótkiej czasów przestrzeni,Wspaniałe dźwiga siedlisko,Gdzie tylko w dzikiej smutnych puszcz cieni,Zwierz płochy miał swe łożyska.
Ni srogi Charon z zarzecza pławiDuchy wybladłe i głodne,Łódź twoja w jasnych Elizach stawiRozkosz i myśli swobodne.
Pod czyjeż prawa pójdziesz o Pani!Z tym wdziękiem serca i twarzy;Stają się wszyscy twoi poddani,Którym się ciebie znać zdarzy.
Tu raczej w twojej żyjmy niewoli,A gdy się rozstać los każe,Wdzięczność na wiecznej ryjmy topoliCzas jej sędziwy nie zmaże.
Comments
Loading comments…