Barwinkowy wianek — całość

Boldog ki mindig újrakezdBoldog kit az élet marasztBoldog aki vigán kaszálBoldog aki parasztADY ENDRE

Hospody, miłościw bądź na Twoją rosiczkę!Na wszystkich płajach, na wszystkich płaiczkach,Na wodach — zdroiczkach!Przy skokach — przeskoczkach,W skałach i debrach, w chmurkach — obłoczkach.W zaspach, w zasowach,W igrach wiatrowych,W fortunie groźnej, w zawiei mroźnej,Hospody Boże, Święta Dziecino!Skrzydłem leciuchnym,Rączką zorniczną,Łaską księżyczną, słonkową zorzą,Krówki, owieczki,Kozy i konie,Jałownię wszelką —Osłoń je, Boże.

Brzemię żywota i wielu żywotówRaz jeszcze dźwignąć, i nieraz jam gotów,By was podziwiać Plejady, Oriony!Wzrastać w podziwie, by podziwu chwileZ godzin w dnie rozsnuć, w żywoty strudzone,Aż wiosną wzlecę, aż pszczołą zatonę,W niebie rozkwitłym, w gwiazdotrysków pyle.

Oj, koby ja ne spiwała, taj nie hałakała,Dawno by my wże zazula na hrobi kowała.

Oj, Czeremosz bystra wodaA Prut zawedijaOj, piszła brate w tanecSama Huculija.

A czyjaż to parubczynaNa bakier szapczynaBuk u rukach, lulka w zubachNa borodi słyna.

Na Ilińcach zahrimiłoNa Tuczapach błysłoBodaj tebe myj myłenkyjPopid serce stysło.

Propyw wiwci w połonyniTysmenyciu w połowyniSzcze maju w Bozi nadijuSzczo propju misto Otyniju.

Kołomyja ne pomyjaKołomyjka domaA stała sy w KołomyiWełyka Sodoma.

U naszoho u muzykiPalci zolotyiWin palciemy posuwajeStrunwy szołkowyji.Zahraj meni, skrypnyczenku,Wid seła do seła,Aby buła dorożeńkaWse meni weseła.

Oui, je t’aime Marguerite,Telle que nous voyons.Sous le ciel qui t’abriteFleur aux blancs rayons.Elle finit, elle nous laisseLe parfum de tristesse.

Brausender Strom, rauschender Wald,Ragender Fels, mein Aufenthalt.

Wie sich die Well’ an Welle reiht —

Oj w poły mohyła z witrom howoryła:Powij witre bujnesenkyj szczob ja ne czorniła,

Szczob ja ne czorniła, szczob ja ne marniła,Szczob na meni trawa rosła, taj szcze zełeniła.

I sonce ne hrije i witer ne wije,A wse w poły kraj dorohy trawa zełenije.

Ja cię wyzywam, ja cię wyklinam!Różo wichrowa, różo burzowa!Wykarczowuję cię i wypalam!Puszczam cię z dymem, puszczam cię z wichrem!Przepadaj z wichrem, przepadaj z dymem!Nieczystość wszelką z niego zdejmuję, słabość wypłuczę!

Stójcie śmiertelne wy tuhy i bóle!Ja wam nie daję tu woli!Puszczę je na was z dziewięciu połonin —Niech spadną na was bujni wiatrowie, złoci deszczowie, gromowie lotni!Puszczę je na was.Wiatrem was wydmę, wichrem was zetrę, deszczem wypłuczę, gromem wyrąbię —Bóle i kurcze, tęsknice nasłane!Wywieję z ciała, wymyję z serca, wykarczuję z duszy!Kurczu bolesny, kurczu wkorzeniony,Bólu łamiący,

Bólu tracący.Jak słońce trawy nie przypiecze, jak rosa sczeźniePrzepadaj, przyschnij, pryśnij!Tfu, tfu, tfu!Zbroję nabijąCzarnym kadzidłem,Jarą pszenicą,Złocistą kuląI prochem srebrnym.Zwojuję wojnąWytracę, wygnam: wszystkie boleści, czarne korzenie!Za górę trzydziewiątą.W morze płynące na dno opuszczę.Na trzydziewiąte wrota zamknę,Zaklepię na wieki wieków.Bożą przemówką, słowem pierwowiecznym!Od Boga wiek, ode mnie skory lek.

Do wschodu słońca, w Suczawie złotej tam!Do złotego tronu słońca, pod złote wieńce tam!Ilu jest w roku świętych niech stają tam.A pośród nich sam Hospod:Prawe słoneczko na niebie, na ziemi!Wielką służbę posłużmyHospodu-Słońcu pokłońmy się,Boga-Słońce poprośmy,Wodę poświęćmy,Watrę zagaśmy,Srebrną modlitwę zanieśmy.

Ja budu piet’ poka pojotsa,poka wołnien’ja pozabył,poka wysoko sierdce bjotsa,poka ja żyźń nie pierieżył.

Oj koby ja ne spiwała taj ne hałakałaDawno by my wże zazula na hrobi kowała.

Mołodeńkij Hamerłeńko w niczo ny dufajeŁysz u toty Hucułoczki, szo win ich kochaje.

Oj, spiwaku nieboraku, na szo sy nadijesz?Czy na toty spiwanoczky, szo ich mnoho umijesz?

U spiwaka ni serdaka nema, ni soroczkyOd nedili do nedili składat spiwanoczky.Oj spiwanky moi lubi, jek was mnoho wmiju,U połonynach was spiwanky na szwarach posiju.Tuda budut z oweczkamy wiwczeri chodyti,Budut moi spiwanoczky ony nachodyti,Tuda budut wiwczeryki bili wiwci pasti,Budut moi spiwanoczki za kresani kłasti.

Jam z najskrytszego kąta giermek małySelenie, damie wzniosłej śpiewam chwałę:Widzialnym czarom i cnotom tajemnym.Jej bardziej służę w blasku jej czy w ciemnymMroku? Któż wie? Cel pragnień gdy zagaśnie,Żałobny płomień ich tym strzela jaśniej.

Wielebna pani, tu nie Horodenka,Nie Gwoździec, ani Kołomyja, Kosów,To góry! ledwo me pióro wystękaIch piękno! Piękno takich jak ty osób.Stęka i skrzypi, poskrzypa a szkrabieJako z koszturem dziad na jednej łabie,I przed twym pięknem pada, że nie ladaTak z łez kałużę jak z inkaustu składa.Pięknem twym wciąż dysze,Podłość gna jak myszy.Przymiotów ogrom!Niecnoty pogrom!Wrogi niech pękną,Zwycięża piękno!A bez oręża

Cnota zwycięża!Ten ślub, winszunek ten, przyjm ten parol,Ułożył Sztefan a wyśpiewał Karol.

Błogosławieni żebracy duchem,jako że ich jest niebiesne królowanie.Błogosławieni mir Boży czy iącyczyniący...

O wielka miłości, miłościbez miary —

Cierpcie śmiało, bracia!Nieustannie pracujcie dla dobra Bożego.

Bogarodziczka ziemią wciąż chodzi,Wciąż chodzi, chodzi i Synka prosi.Kraiczkiem równym w góry zabłądzi.— „Zaszliśmy, Synku, w te góry ciemne,Gwiazdy zasiejmy, złote zorniczki.Orzcie, Syneczku, niwki drobniutkie,Zasiejmy gwiazdy, złote, malutkie.“I sieją gwiazdy i gwiazdy wschodząI do gwiazd rzęsy wznoszą zielone,aż wstrząśnie Eliasz macierzy łonem,aż spusty z niebios otworzy falą.Strzeliste, strojne w zielone chustyStoją na polach i przędzę przędą.Siłę nam dajesz zielono-złotą.Pierś nakarmiona gwiezdnym nasieniemBiedę przetrzyma, grozę, męczarnie,I sztandar złotego nasienia rozgarnie.

Na wysokij połonyni tepłyj witer wije.Jaka wesna wesełeńka, wse widmołodije.

Syrojide, Syrojide, ty pohana wiroTwoja mama ludzkie mjeso na sznidanie jiła. —

Ileż będzie, Wasyluku, twego towarzystwa?Jako w naszych bukowinkach zielonego lista.

Goście godowi — pobratymowieczyli to dawni, czyli to nowi,zali z tej ziemi, czy sponad ziemi,już wy tutejsi, już swoi wszyscy.Myśmy was zwali, wyście zlecieli.My choć tak różni, a w jednym bliscy,w godach weselnych z tym światem całym,z biednym, bogatym, wielkim i małym.W godach te rody stare i godnei ten świat młody, czerstwy, swobodny.Tak na nas gody obręcz tę kładą:iżeśmy dotąd doszli gromadą,jakeśmy razem szli z pierwowiekuprzez starowieki, ku wiekom nowym,— dłoni splot dzierżył nas nie okowy —idźmy tak nadal zgodną gromadą,— to dziś zaklęcie gody nam kładą —od nowowieku — w to co się bliży. —Czyli na skrzydłach orłowych chyże,czy drzemie jeszcze na łonie Bożym. —Choć nie najlepsi — my wszak niezgorsi,dar światu niesiem, darzym co możem.

I tak was żegnam, godowi goście:niech starowinki z nieba was sławiąsłowy błogimi — niechaj łaskawiezawsze na płaj was wiodą z bezdroży!Niech wam niebiesne sieją nauki,a niech dziecięta, wnuki, prawnukiwam pobłażają w czymście nie wdali. —

A wy, wy wszyscy światowi goście!od Boga goście, myślą wspaniali —nam pobłażajcie w czymśmy nie wdali.Błędom wybaczcie, o dobrym głoście,na drugi raz już nie tak to będzie.Lepsi już idą, staną w tym rzędzie,lepsi się zjawią, wszystko naprawią.Żywią gdzieś lepsi i świat zadziwią,— zadziwią pewno — da Bóg, świat zbawią. —I z tymi słowy bywajcie zdrowigoście godowi — pobratymowie.

Siostro Tajemne Imię! Szum chorały,O czym te morza za mną przeszumiały,I czym przede mną grając morza grożąI o tym, święta! co my darzym morzu.Wiedz, cicha w wichrach, a w ciszach wichrowa:Nic się w tym kręgu przed tobą nie schowa. —

Ot tak to bratkowie przekazała dawność nasza.Tak pokaże przyszłość.Takie to gody światowe —takie i nasze, dzisiejsze.

Hóspody pomyłuj, Hóspody pomyłuj,a od takiej żonki ochroń i zbaw.Od świątek takich, Warwar i Saw.Nie „sawić“ ci było i nie „warwarzyć“,lecz prząść, koszule szyć, mężowi warzyć.Hóspody pomyłuj! Hóspody pomyłuj!Od takich żonek ochroń i zbaw. —

Comments

Loading comments…