Koniec opryszkom
Prawda starowieku
Siedzi sokół na topoliI pieśń śpiewa nie po woli,Bo ma skrzydła ogorzałe,Nóżki ranne, rozbolałe.
W Czarnohorze, w połoninieLeży Dobosz na pustyni,Porąbany, postrzelany,A krew spływa z ciężkiej rany.
To waterkę bujną żarzy,I waterką grzeje rany,To o wodzie zimnej marzy,O ochłodzie śni źródlanej.
Ej, sokole, bracie siwy,Choć ty nie bądź mi zdradliwy,Poleć, fruń mi do matuli,Niech przybędzie, niech utuli.
Z dala zakwil żałobneńko:Wyjdź z chatynki stara neńko,Przynieś wody mu lodowejZ tej krynicy, z tej kiedrowej.
I mateńka doń przybywa:„Synku, gdzież twa trzoda siwa?Gdzie twe wielkie stada synu?Tak bez gazdy marnie zginą.“
— „Ach mateńko — niewierniczko!Trzody karmi połonina.Wodą ochłodź chore liczko.Serce ochłodź twego syna.”
Ej, sokole, bracie siwy,Choć ty nie bądź mi zdradliwy.Poleć, poleć do mej miłejNiech przyniesie wody żywej. —
I dziewczyna doń przybywa,I ochładza rączką lice.„Ot tu, luby, woda żywaZ Doboszowej twej krynicy.“
Skroń gorącą mu otuli,Łzami chłodzi skroń kochanka.„Któraż ciebie boli ranka?Od topora, czy od kuli?
Czy szeroka — porąbana?Czy głęboka — postrzelana?“
„Ach, źródełko ty, kryniczko,Chłodzisz serce, chłodzisz liczko.Bolą — duszko rany obie,Ostrzem tnie ta myśl o grobie,
Głębiej myśl o braciach boli,Co zostaną tu w niewoli — —— I w niewoli i w niedoli...
W Czarnohorze, w połoninieLeży Dobosz na pustyni.Porąbany, postrzelany.A krew spływa z ciężkiej rany...
Ileż było, Wasyluku, twego towarzystwa — — —
Comments
Loading comments…