„Hymny”
Twórczość Jana Kasprowicza
Niech przed Naturą myśli moje klękną,Niech z bożych gońców pośpiechemLecą za echemTych hymnów wielkich, co biją jak gromy...(Miłość)
była pieśń ta szelestem więdnącychZiół na ściernisku spalonem, jesiennem,Jękiem tych wiatrów północnych, bijącychO szyby pustych kościołów, brzemiennymTrzaskiem ołtarzy — bez ofiar i cześci,Odbiciem zorzy wieczornej...
Długom-ci czekał na przedwieczne słowo,Jakkolwiek we mnie było i poza mną,We wszystkich drzewach i we wszystkich trawach...
Drogo nieznana! o drogo daleka,Ginąca w ciemni przepastnej otchłani!Widma tułacze —Potworne strachy, lęki i rozpaczeOśleple, głuche, o piersi zapadłej...............O ty gasnących zórz wieczornych boże!O ty posępny pogrzebie!O ty nieznana, o daleka drogo!
Zebrał z jej chatŻalniki łezI czekał, aż przyjdzie wybawienia kres...
Milczcie!Nie do was płynie pieśń,Co się w płomiennym urodziła krzewie...
Nie! nie! śpiewajcie wszyscy,Wasze to tchnienie i wasza to krew,Wasze to serce w tym śpiewie.
On był i ty w nim byłeś przed początkiem,Nim jeszcze miłość i spokójStały się ogniem trawiącym.
Zasłuchany w tę szumiącą dal,Zgłębisz te głębie szumuI ujrzysz w nim duszę Salomy,Że była przedtem, nim w wierzchołkach drzewTen tajemniczy zaszeleściał śpiew.Przezemnie, przezemnieRozpoznasz związek między obłokuRozpłomienioną urodą,A szmaragdową jętką.
........... czułem,Że przepowiednią jest on i pragnieniem,Nieugaszonym żarem i tęsknotą
I snem i jawą ludzkiego dążenia,Co nieustannie, z wiedzą i bezwiednie,Zwraca swe oczy ku skrytym, zawartym,Utraconego polanom ogrodu..Umrze, bo — musi... śmierć zwycięzcą śmierci!...Krzyż, znamię śmierci, co się zmienia w życie...
Umieraj Chryste Panie,Straszliwe znoś katusze,Bez Twoich wszak udręczeńJa biedna zginąć muszę
Poco Ci, bogów wybrańcze,Dla ludzkiej ginąć nędzy...
Tysiącem lat niewysłowienieStrasznych męczarni zdała mi się chwila,Ta jedna chwila, kiedy me wołaniaBez echa brzmiały w miesięcznym okręgu,Budząc li przestrach u ludzi. TysiącemDługich, tak długich lat, że snać wiecznościąBył mi rok każdy.
Któżby się trwożyłszelestu śmierci,któżby się lękał kamienia,spadającego w czarną głuchą, przepaść!
Przedemną przepaść zrodzona przez winę,Przez grzech Twój, Boże, ginę! ginę! ginę!
Niech nic nie będzie,Bo cóż być może, jeślim ja zaginął!
zasłyszan ongi, tak dawno, tak dawno.
samotnej Tęsknoty,poklękującej na krzemiennejdrodze, z kielichem goryczy w dłoni,z czarnym krzyżem na wątłemramieniu. (Salve Regina)
Chciałabym do nóg Mu upaśći wielkim zapłakać płaczem,by się w swej łasce zlitowałnad Grzechu życiem tułaczem.
oto już jestem przy Tobie,Twe słodkie całuję rany —
Żądne wyciągam ręce,spragnione otwieram usta,krzyż gaśnie i rzeka ginie,a przy mnie otchłań pusta.
Pytam się smutnych przechodniów:Gdzie Ten, co miał litość nad nami?Był pono kiedyś — odrzekną —Przed zamierzchłemi wiekami.
Biedna ja, grzeszna Maryja!Taką przebywszy drogę,Stoję u bram świątyni,Do wnętrza wejść nie mogę.
............
Żyjesz li matko moja!Pamiętasz — o niech zginę! —Kiedyś za rękę wiodłaW dom boży małą dziecinę!
Ziół pełno rosło przy rowach,Zboże szumiało na łanach...
Comments
Loading comments…