Edmund Wasilewski (Napierski, 1932)

Dzisiaj mniej, niźli cieniem, tyle mniej, niż rzeczą,zanikasz w dziwnej głębi, wczoraj tak namiętny.Na tej darni nie umiem spocząć. Walą tętnai trawy się kołyszą, szare wróble skrzeczą.

A, od źdźbeł tych niklejszy, wonią macierzanki,która w chłodzie jest gorzka, a w zmroku gorąca,ulatujesz muśnięciem, jak wargi kochanki.Słychać: dłoń niewidzialna o harfy chmur trąca.

Znów pijany-ś eterem, jak tu: taniem winem,potykasz się o światy, jak o bruki miasta,wolne bruki Krakowa! Ponad grodem: gwiazda,piękny trwasz, posągowy, umarły nad gminem.

Nie wstąpisz już w podziemia, ni do ich Wawelu,grobowcami pogardzisz nocą księżycową.Dotkniesz lip. Szumieć będą w przestrzeń bezechowąskargą szczęścia napiętą, lecz głuchą dla wielu;

dla nielicznych znajomą, wiedzących o tobie,bowiem siebie przejrzeli. Dłoń ich naga, prostapiszczele z pod murawy, larwy w wrzasku chłosta. —Nad mogiłą przystają w zadumie, w żałobie.

Comments

Loading comments…