Elegja (Lokomotywy gwizdek...)
Lokomotywy gwizdek, żelastwo i kołaRozdzwonione, tak śliskie, jak przelot anioła,Na brzeg składają ciebie spokojnego wiru,Pod kopułę zblakłego jak oko szafiru.Tu liście drgają drobne na pożółkłych murachDomostw, wznoszonych cieniem, jak na czarnych piórach.Obrzeżonych dachówką rudą i przez rynny,Dzwoniące echem srebra, jako promień płynny.Kominy oddalone odrzucają smugiW kraty okien, konarów mrok na ścieżce długiejKreśląc prętem zieleni gęstej, i niestałySłup powietrza ciosając, rwanego w kawały,Jak młot dźwięczny, co szyny z żelaza ugniata— Wykute dźwięki giną. Ta słoneczna strataDo wyrazów ziskrzonych podobna, gdy z głębiPonad dachy wypryska kolumna gołębi,Siwe dymy rozplótłszy nad winem czerwonem.O druty zawadzając podbrzuszem barwionemW kolorowość jesienną, w skrawą zwiędłość, puchem.— Wtedy źrenice zwęzij. Chwytaj barwy uchem.Mury plamione buro, badyle szarawe,Astrów jaskrawych żale, zawisłe nad trawę.Blachy gładzonej skargę, rdzawo-gołe łozy— A potem bladym listkiem w ogniach płoną brzozy.
Comments
Loading comments…