(Gdzie stąpniesz, druty, sznury...)
Gdzie stąpniesz, druty, sznury, szpule, zwoje.Płonie lampa. Telefon dźwięczy. Grzmi antena.Huczy, szumi i dzwoni: wichr, czy serce twoje?Włóczysz się po pokojach, jakbyś był poeta.
Poprzez posadzkę mroczną błądzisz w dziwnym śpiewie:Faluje uwertura młodzieńcza Webera,Drży, lśni na dachu rdzawym, jak w stuletniem drzewie— Już warto żyć samotnie, odważnie umierać.
Tak czuły, jakbyś wracał z wiosennej przechadzki,Słuchasz i ucho czujnie przybliżasz ku ścianie.Przez zwały czasów słyszysz: tam, na fortepianie,W swej izdebce paryzkiej gra Juljusz Słowacki.
Jakby w pracowni twojej: zielone firanki,Bielony nizki sufit ponad szczupłą głową.Bezdźwięcznie szepcą wargi, dotykając szklanki,Jak lilja smukła w palcach, kwitnie każde słowo.
Comments
Loading comments…