Melancholja (Napierski)
Boję się mej bezsennie otwartej szafy,Tam żyją różne, różnobarwne krawaty!!
Rozbieram się i ubieram,Dni do twarzy starej dobieram.
Ani nie milczeć, ani nie mówić.(Nie można się porozumieć).
Bezmyślnie i długo patrzeć w okno,Gdzie bolesną szarugą dachy mokną.
Czytać przy świecy Goethego,Starego, niepotrzebnego.
Mruga długa, ruda szaruga,Szlocha słota, maruda, szarota.
Nicością ślepia nabiegły,O, Panie, zamień w ptaki cegły.
Czy to grudzień chucha, czy to dmucha las?Krew się nudzi i trudzi. O, Panie, wybaw nas.
Niechaj dymem z czarnych dachów wionie febra.Spal nam dłonie, nam nie trzeba Twego nieba z srebra.
W lodowców ognisty ziąb,Strąć nas, wyrwawszy ku górze,W piekło — zstąpienia głąb —Janie-Arturze!!
Comments
Loading comments…