O zmierzchu (Napierski)

Przez niepojęte powietrzePrzechodzień krzewy muska,Jak widma, tlące na wietrze.Zielenią mroczone ustaMilkną w zwierciadle wody,Jak u mrożonej szyby;Ciągną o zmierzchu niewodyI srebnołuskie ryby.Zbryzgujesz, poeto, stopyPianą odbitych wybrzeży;Odcieleśnione stropy,Niebiański podmuch świeżyWabią od blasku ślepego,Najada więziona zapraszaW nurt widziadlany brzeguJak Anioł, wiodący Tobiasza.

Comments

Loading comments…