Obrachunek w tę noc
Tam, wdole,po deszczu krzewy mroczno-zielone, ach! pachną,szemrze zmierzch.Widzisz, łyska się na horyzoncie razporaznad punktami, zagubionemi w obszarze widnej ciemności.Ta panorama przed oczyma, pijącemi chciwie, czyż bywa jeszcze piękniejsza,a przecie przypomina celę, z której zerwano dach i tem sroższy jest ból, że, samotnych, wzywają nas gwiazdy.Już ponad siły jest w poszum rozwarte oknoi czasu aż nadto do rozmyślań, Boże miłosierny!
W tę noc buro-przejrzystą, chwiejącą widnokręgami,jak magik oszlifowanemi płasko, lśniąco-czarnemi płytami(zataczasz się, o, hańbo, w trójkącie przestrzeni bez wyjścia);w tę noc lustrzaną, chwiejącą horyzontami,
jak pokładem okrętu, po którym stąpasz nieufnie, pielgrzym, szczelnie w płaszcz otulony,z kapturem na głowę nasuniętym, o skroniach zapadłych,wypatrujący brzegu;w tę noc, krzyżującą ostrzone, ciche, zdradliwe pioruny,jak szpady, mierzące w pierś;w tę wzniosłą noc, zstępującą z piedestału, z sutych fałd wyplątaną, przemawiającą skąpemi gestami(jak Norwid, wzywający do wielkości);w tę skrytą noc, na której pocałunek wystawiasz nagą pierś, że boleśniejęzykiem rozdwojonym sięga dna serca;w tę mozartowsko-płynną noc, gdy zdala nad basenami szlochają nieutulone fontanny;w tę noc, pełgającą świecznikami kasztanów, które stoją wyprostowane na straży, jak Anioły z obnażonemi mieczami wokół lochu;w tę noc, płonącą żółtemi gromnicami nade mną, szczęśliwym umarłym;i cóż i cóż w tę nocczynisz tam, przyjacielu, szorstki i prosty, w miasteczku, rozrzuconem nad Narwią,czy i ku tobie przechyla się gałąź bzu?
Ach! bo w tę nocwycieka ze mnie poezja,jak z rozdartych żył,zielona elegijna krew,
a serce me kruche się zwija,jak wiór,dotknięty płomieniem!W tę noc i cóż zostaje? — prócztej rady nieodwołalnej:«Ofeljo, idź do klasztoru!»
Comments
Loading comments…