Saint-Loup

Na ławkach restauracji biegnąc wzdłuż, jak anioł,któremu skrzydła podcięto, jak ekwilibrysta,na wąskich szczupły, — drobnemi raniącystopami lustra, gdzie wzlatujesz, czysty,

w blasku: w słodkich mgłach Paryżaginący! ku mnie lotu aż nie zniżaj.

Zachwycasz, zwolna zstępując na brukiślizkie, w dłoniach masz różę,jak wagę serca. Z Saint-Cyr uczniakuz puchem białym na czapie (znów skrzydła)— oto cię w sieci przemyślne chwycę,jak Erosa wlokę przez puste ulicenad ranem, co fioletem powleka ci usta:trup!

To kula z szronu, z piór, z płatków: pusta,nie z karabinu! Jeszcze wyżej mierzę,jak nagle padający o świcie żołnierze.

Comments

Loading comments…