Sils - Maria

Nie dekoracje, — lepiejw szum oddalonych zamkniętym strumieniżyć. Wśród traw skąpych o wczesnej jesienikamienie sypią się z pod nóg. To krzepi.Gdzie nad urwiskiem jodła, tam jałowaskała, pradawna gleba, obnażona,gładzona wodą. Okrutna zielonajeziorna głębia! W zieleniniematerjalnej, jak muzyczne linje,puszyste lekko rozwieszają igłymodrzewie!Gór rozmowanagich z wichrem, który pochyla wraz z ich cieniem ziołanad tonią, która skrycie ich odbicie chowa.Nie zamyślenia czas jest dziś, zwycięstwa! Sprzecznemyślom daremnym kroki stanęły na ziemi,w niciach kaskad bijących, wśród olbrzymich cienichmur, gnanych wichrem, na niej dawnej, na niejspoczęły: na pomoście ku głębszej otchłani,ku łukom gwiazd żyjących, co nas sądzą wiecznie.Przetrwają! jak chwałaponad czas, który kruszy w zawieistuleci nieodparte skały:spensjonowanego profesora z Bazylei.

Comments

Loading comments…