O miłości — Tom II — Rozdział LIII

Translated from French by Tadeusz Boy-Żeleński

Arabja.

Pod czarniawym namiotem Araba-beduina należy szukać wzoru i ojczyzny prawdziwej miłości. Tam, jak gdzieindziej, samotność i piękny klimat zrodziły najszlachetniejszą namiętność ludzkiego serca, tę, która, aby znaleźć szczęście, pragnie wzbudzić je w tym samym stopniu w jakim je czuje.Aby miłość mogła okazać czem umie być w sercu człowieka, trzeba było możliwej równości pomiędzy dwojgiem kochanków. Ta równość nie istnieje na naszym smutnym Zachodzie: kobieta porzucona jest nieszczęśliwa lub shańbiona. Pod arabskim namiotem nie można złamać raz danej wiary. Wzgarda i śmierć idą natychmiast w ślad zbrodni.Hojność jest u tego ludu tak czczona, że wolno jest ukraść aby dać. Zresztą niebezpieczeństwo grozi tam codzień, a życie upływa całe, można powiedzieć, w namiętnej samotności. Nawet gdy są razem, Arabowie mówią mało.Nic się nie zmienia u mieszkańca pustyni; wszystko tam jest wieczne i nieruchome. Szczególne obyczaje, których, dla braku wiadomości, mogę dać jedynie słaby zarys, istnieją tam prawdopodobnie od czasu Homera. Opisano je pierwszy raz około 600 roku naszej ery, na dwa wieki przed Karolem Wielkim.Okazuje się, że to my byliśmy barbarzyńcami w stosunku do Wschodu, kiedyśmy go niepokoili naszemi krucjatami. A wszystko, co jest szlachetnego w naszych obyczajach, zawdzięczamy owym krucjatom oraz Maurom hiszpańskim.Jeżeli się porównamy z Arabami, duma prozaicznego człowieka uśmiechnie się z politowaniem. Nasze sztuki są znacznie wyższe od ich sztuk, nasze prawodawstwo jest na pozór jeszcze wyższe; ale wątpię, abyśmy górowali nad nimi w sztuce domowego szczęścia; zawsze zbywało nam dobrej wiary i prostoty; w stosunkach rodzinnych, ten co oszukuje pierwszy jest nieszczęśliwy. Niema już dla niego bezpieczeństwa: wciąż czyniąc krzywdę, wciąż się lęka.W epoce najstarszych pomników historycznych, widzimy Arabów podzielonych od najdawniejszych czasów na mnogość niepodległych plemion błądzących po pustyni. Wedle łatwości, z jaką szczepom tym przychodziło zaspakajać pierwsze potrzeby, obyczaje ich były mniej lub więcej wykwintne. Hojność była wszędzie jednaka; ale, wedle zamożności szczepu, objawiała się ćwiartką koźlęcia potrzebną dla wyżywienia się, lub darem stu wielbłądów, spowodowanym względami pokrewieństwa lub gościnności.Bohaterski wiek u Arabów, ów w którym te szlachetne dusze jaśniały prostotą wolną od wszelkiego wytwarzania myśli lub uczuć, to wiek który poprzedził Mahometa a który odpowiada piątemu wiekowi naszej ery; założeniu Wenecji i panowaniu Klodwiga. Błagam naszą pychę, aby porównała pieśni miłosne, jakie nam zostały po Arabach, oraz szlachetne obyczaje odbijające się w Tysiącu i jednej nocy, z okropnościami które ociekają krwią na każdej stronicy Grzegorza z Tours, historyka Klodwiga, lub Eginanda, historyka Karola Wielkiego.Mahomet był purytaninem; chciał wytępić rozkosze nie czyniące krzywdy nikomu; zabił miłość w krajach które przyjęły islam, dlatego jego religja mniej była przestrzegana w Arabji, jej kolebce, niż w innych mahometańskich krajach.Francuzi przywieźli z Egiptu cztery tomy in foljo, zatytułowane: Księga Pieśni. Tomy te zawierają:1. Życiorysy poetów, którzy ułożyli pieśni.2. Same pieśni. Poeta opiewa tam wszystko co go zajmuje, chwali swego rączego bieguna i swój łuk, opowiedziawszy wprzód o swej kochance. Pieśni te były często miłosnemi listami autorów; — dawały ukochanej osobie wierny obraz ich upodobań. Mówili niekiedy o zimnych nocach, w czasie których musieli spalić swój łuk i strzały. Arabowie są narodem bez domów.3. Życiorysy muzyków, którzy składali muzykę do tych pieśni.4. Wreszcie wykaz formuł muzycznych; te formuły są dla nas, hieroglifami: muzyka ta pozostanie nam na zawsze nieznaną, zresztą nie podobałaby się nam.Istnieje inny zbiór, zatytułowany: Historja Arabów, którzy zginęli z miłości.Te tak ciekawe książki są bardzo mało znane: nieliczni uczeni zdolni je odczytać mieli serce wysuszone nauką i akademickiemi narowami.Aby się rozeznać w dokumentach tak zajmujących przez swą starożytność oraz przez osobliwe piękno obyczajów których pozwalają się domyślać, trzeba nam nieco sięgnąć do historji.We wszystkich czasach, a zwłaszcza przed Mahometem, Arabowie udawali się do Mekki, aby odbyć procesję dokoła Kaaby czyli domu Abrahama. Widziałem w Londynie dokładny model świętego miasta. Jestto siedmset lub ośmset domów z dachami w kształt terasy, wybudowanych w piaszczystej pustyni, przeżartej słońcem. Na jednym krańcu miasta wznosi się olbrzymia budowla, mniej więcej kwadratowa; gmach ten otacza Kaabę; składa się z szeregu krużganków, nieodzownych pod tem arabskiem słońcem dla świętego pochodu. Krużganek ten odgrywa wielką rolę w historji obyczajów i poezji arabskiej: było to, jak się zdaje, w ciągu wieków jedyne miejsce gdzie mężczyźni i kobiety stykali się z sobą. Gromadnie, zwolna recytując chórem święte poezje, obchodzono Kaabę. Procesja ta trwała trzy kwadranse i powtarzała się kilka razy w ciągu dnia; był to ów święty obrzęd, dla którego mężczyźni i kobiety ściągali ze wszystkich okolic pustyni. Pod krużgankami Kaaby ogładzały się tedy obyczaje arabskie. Niebawem wytworzyła się walka między ojcami a kochankami; zpomocą ód miłosnych kochanek wyrażał miłość młodej dziewczynie, surowo strzeżonej przez braci lub ojca, obok której odbywał świętą procesję. Szlachetne i tkliwe obyczaje tego narodu istniały już w obozie; ale zdaje mi się że miłosna dworność Arabów zrodziła się dokoła Kaaby:, to jest też ojczyzna ich literatury. Najpierw wyrażała ona miłość poprostu i gwałtownie, jak ją czuł poeta; później, poeta, miast myśleć o tem aby wzruszyć ukochaną, troszczył się o piękny styl; wówczas zrodziła się przesada, którą Maurowie zanieśli do Hiszpanji i która dziś jeszcze kazi książki tego narodu.Wzruszający przykład czci Arabów dla płci słabszej widzę w formule ich rozwodu. Kobieta, w nieobecności męża z którym chciała się rozwieść, zwijała namiot i rozpinała go na nowo, bacząc by wejście znalazło się po stronie przeciwnej niż przedtem. Ta prosta ceremonja rozdzielała małżonków na zawsze.

FRAGMENTY

wyjęte i przełożone ze zbioru arabskiego p. t.DYWAN MIŁOŚCIZebrane przez Ebn-Abi-Hadglat (Rękopisy w bibljotece królewskiej, nr. 1461 i 1462).

Małiomet, syn Djaâfara Elahuâzadi, opowiada, iż, kiedy Dżamil zachorzał na słabość z której umarł, Elâbas, syn Sohaila, odwiedził go i zastał bliskim zgonu. „O, synu Sohaila! rzekł Dżamil, co myślisz o człowieku, co nie pijał wina, nigdy nie splamił się nieprawym zyskiem, nie uśmiercił niesprawiedliwie żadnej istoty której Bóg zabronił zabijać, dającego oto świadectwo, że niema innego boga niż Bóg i że Mahomet jest jego prorokiem? — Myślę, odparł Ben Sohail, że ten człowiek będzie zbawiony i dostąpi raju; ale któż jest człowiek ów, o którym mówisz? — To ja, odparł Dżamil. — Nie sądziłem, że wyznajesz Islam, rzekł na to Ben Sohail; a przytem, od dwudziestu lat, miłujesz Bothainę i sławisz ją w swoich wierszach. — Oto, odparł Dżamil, znajduję się w pierwszym dniu tamtego świata a ostatnim dniu tego świata; i godzę się niech łaska naszego pana Mahometa nie rozpostrze się na mnie w dniu sądu, jeślim kiedy ściągnął rękę na Bothainę dla jakiej nagannej rzeczy“.Ów Dżamil i Bothaina, jego kochanka, należeli oboje do Benu-Azra, plemienia sławnego miłością wśród wszystkich plemion Arabji. To też ich sposób miłowania przeszedł w przysłowie i Bóg nie stworzył istot czulszych w miłości.Sahid, syn Agby, spytał raz pewnego Araba: „Z jakiego narodu jesteś? — Jestem z narodu, w którym się umiera, kiedy się kocha. — Jesteś tedy z plemienia Azra? dodał Sahid. — Tak, na pana świętej Kaaby! odparł Arab. — Skąd pochodzi, że wy kochacie w ten sposób? spytał następnie Sahid. — Nasze kobiety są piękne, a młodzieńczy czyści“, odparł Arab.Ktoś zapytał jednego dnia Arua-Ben-Hezama: „Czy prawdą jest, jak o was mówią, że jesteście ze wszystkich ludzi najczulsi w miłości? — Tak, na Boga! odpowiedział Arua; znałem w swojem plemieniu ze trzydziestu młodzieńców, których zabrała śmierć, a którzy nie cierpieli na inną chorobę prócz miłości“.Arab z plemienia Benu-Fazarat rzekł raz do drugiego Araba ze szczepu Benu-Azra: „Wy, Benu-Azra, myślicie, że umrzeć z miłości to głodka i szlachetna śmierć; zasię to jest oczywista słabość i głupota; a ci, których bierzecie za ludzi wielkiego serca, to szaleńcy i niedołęg“. — Nie mówiłbyś tak, odparł Arab z plemienia Azra, gdybyś widział wielkie czarne oczy naszych kobiet, ocienione długiemi rzęsami i puszczające z pod nich strzały, i zęby ich błyszczące z za ciemnych warg!“Abu-El-Hassann, Ali syn Abdalli, Elzaguni, opowiada co następuje: „Pewien muzułmanin kochał do szaleństwa chrześcijańską dziewczynę. Wypadło mu odbyć podróż do cudzoziemskiego kraju z przyjacielem, który był powiernikiem jego miłości. Gdy jego sprawy przeciągały się w owym kraju, przypytała się doń śmiertelna choroba; zaczem rzekł do przyjaciela: „Oto zbliża się koniec; nie spotkam już na tym świecie istoty, którą kocham, a lękam się, jeśli umrę muzułmaninem, że jej nie spotkam na tamtym“. Przyjął chrześcijaństwo i umarł. Przyjaciel udał się do młodej chrześcijanki, którą zastał chorą. Rzekła: „Nie ujrzę już mego przyjaciela na tym świecie, ale chcę się z nim spotkać na tamtym: zatem daję świadectwo, że niema innego boga niż Bóg i że Mahomet jest prorokiem bożym“. Poczem umarła, i niech miłosierdzie boże będzie nad nią.Eltemimi opowiada, iż w szczepie Arabów z Tagleb była dziewica chrześcijańska bardzo bogata, która kochała młodego muzułmanina. Ofiarowała mu cały majątek i wszystkie klejnoty nie mogąc pozyskać jego miłości. Kiedy straciła wszelką nadzieję, dała sto denarów artyście, aby jej zrobił posążek ukochanego. Artysta zrobił ów posążek; dostawszy go, młoda dziewczyna ukryła go w miejscu gdzie zachodziła codzień. Przyszedłszy, najpierw ściskała posążek, potem siadała koło niego i resztę dnia trawiła we łzach. Kiedy nadszedł wieczór, kłaniała się przed posążkiem i odchodziła. Tak czyniła długi czas. Młodzieniec umarł; poszła go zobaczyć i uściskać po śmierci, poczem wróciła do swego posążku, oddała mu pokłon, uściskała go jak zwyczajnie i położyła się wpodle niego. Nazajutrz znaleziono ją martwą, z ręką wyciągniętą ku paru wierszom pisma, które nakreśliła przed śmiercią.Ueddah, z krainy Yamen, słynął wśród Arabów z piękności. Ueddah i Om-el-Bonain, córka Abd-el-Azisa, będąc jeszcze dziećmi, kochali się już tak, że nie mogli ścierpieć najkrótszej rozłąki. Kiedy Om-el-Bonain została żoną Ualid-Ben-Abd-el-Maleka, Ueddah oszalał od tego. Przebywszy długi czas w męczarni i szaleństwie, udał się do Syrjii i zaczął krążyć co dnia koło domu Ualida, syna Maleka, nie mogąc zrazu znaleźć sposobu na to czego pragnął. W końcu spotkał jakąś dziewczynę, którą zdołał pozyskać siłą wytrwałości i starań. Kiedy sądził, iż może jej zaufać, spytał, czy nie zna Om-el-Bonain. — Oczywiście, to moja pani, odpowiedziała dziewczyna. — Wybornie, odparł Ueddah, twoja pani jest moją krewną i sprawisz jej z pewnością przyjemność, jeśli zechcesz jej zanieść nowiny odemnie. — Zaniosę chętnie, odparła dziewczyna. Zaczem pobiegła natychmiast do Om-el-Bonain, aby jej udzielić nowin o Ueddah. — „Uważaj co mówisz! wykrzyknęła pani. Jakto! Ueddah żyje? — Z pewnością, odparła dziewczyna. — Idź, powiedz mu, odparła na to Om-el-Bonain, aby się stąd nie oddalał, póki nie otrzyma wiadomości odemnie“. Postarała się następnie, aby Ueddah mógł wejść do jej mieszkania, gdzie go trzymała w skrzyni. Wypuszczała go, aby z nim być wówczas gdy sądziła że jest bezpieczna; kiedy ktoś nadchodził i mógł go zobaczyć, wpuszczała go z powrotem do skrzyni.Zdarzyło się jednego dnia, że przyniesiono Ualidowi perłę, on zaś rzekł do sługi: „Weź tę perłę i zanieś mojej Om-el-Bonain“. Sługa wziął perłę i zaniósł gdzie kazano. Nie każąc się oznajmić, wszedł w chwili gdy była z Ueddahem, tak iż mógł zapuścić wzrok w komnaty Om-el-Bonain bez jej wiedzy. Sługa Ualida spełnił zlecenie, i poprosił Om-el-Bonain o jakiś datek za klejnot który przyniósł. Odmówiła surowo i połajała go. Służący wyszedł pogniewany i oznajmił Ualidowi co widział, opisując skrzynię, do której schował się Ueddah. — Kłamiesz, pieskie nasienie! kłamiesz! rzekł Ualid. I pobiegł żywo do Om-el-Bonain. Były w komnacie różne skrzynie; siada na tej, w której, wedle opisu niewolnika, siedział Ueddah, i mówi do Om-el-Bonain: „Daj mi którą z tych skrzyń. — Wszystkie są twoje, zarówno jak i ja sama, odparła Om-el-Bonain. — Zatem, rzekł Ualid, chcę tej, na której siedzę. — Są w niej rzeczy potrzebne dla kobiety, rzekła Om-el-Bonain. — Nie tych rzeczy pragnę, ale skrzyni, powiedział Ualid. — Jest twoja, odparła. Ualid kazał natychmiast zabrać skrzynię i zawołał dwóch niewolników, aby wykopali dół aż do głębokości w której ¡znajduje się woda. Następnie, zbliżywszy usta do kufra, zakrzyknął: „Powiadano mi coś o tobie. Jeśli mi powiadano prawdę, niech ślad twój będzie zatarty, niech wszelka wieść o tobie będzie pogrzebana. Jeśli skłamano, nie czynię nic złego grzebiąc skrzynię: zakopię tylko drzewo“. Kazał następnie zepchnąć skrzynię do dołu i zasypać ją kamieniami i ziemią, którą wprzód wygrzebali. Odtąd, Om-el-Bonain nie przestała chodzić na to miejsce i płakać, aż, jednego dnia, znaleziono ją bez życia twarzą do ziemi.

Comments

Loading comments…