Bellonia
Już siódme lato koralowe wargiRóżom rozwija, już siódmy raz skargiSłowik powtarza, siedząc na leszczynie,Jako o srogim śpiewam Kupidynie,Który nie włocznią, ani ogniem małymSerce mi zranił, lecz piorunem całymOno przeraził, kędy się otoczyłPłomieniem i sam w pośród niego skoczył;Zaczem mu i łuk i zalotne strzałyI żagle w chybkich barkach ugorzały,Że choć czasem chce wylecieć do góry,Nie może wzbić się spalonymi pióry —Owszem iż skrzydła niespokojnie trzyma,Coraz tym większe zapały rozdyma.Cieszże się teraz z tak znacznego czynu,Okrutnej matki okrutniejszy synu!Ja pałam, we mnie pożary się niecąWielkie, a choćże iskry spore miecąW serce miłego przez oczy pieszczone,Jednak nie mogą palić rozdwojone.Niechże ja będę miłości kościołemOgnistym; tylko niżeli popiołemZostanę, niechaj najmilszy przybędzie,Że ja podpałem, on ofiarą będzie.
Comments
Loading comments…