Ciceryna
Widziałam cię z okieneczka, kiedyś przechodził,Rozumiałam, żeś się ze mną obaczyć godził.Aleś ty pokoje i mieszkanie mojePrędkim minął skokiem,A na mnie nędznicę, twoją niewolnicę,Aniś rzucił okiem.Żal mię przejął niesłychany, gdym to ujźrała,Bóg strzegł, martwą zaraz w oknie żem nie została,Lecz to niebaczeniu, abo też niechceniuTwemu przyczytałam,A wieczornej chwile, tusząc sobie mile,Tylko wyglądałam.Przyszedł wieczór, mrok mię nocny w okienku zastał,Trwałam przecie, dokąd księżyc pełny nie nastał,A ciebie nie było, ani cię zoczyłoOko moje smutne,Aniś listkiem cisnął, aniś słówka pisnął,O serce okrutne!Kędy teraz twe usługi, kędy ukłony?Kędy lutni słodkobrzmiącej głos upieszczony,Który bez przestanku zmierzchem do porankuSłyszećeś mi dawał,Przy nim winszowania i ciche wzdychaniaLekuchnoś podawał?Niemasz teraz dawnych zabaw, nie słychać pienia,Pełne serce tesknic, uszy pełne milczenia.Gdzie zwyczajne śmiechy? gdzie dawne uciechy?Niebaczny człowiecze!Niewiesz, że przygoda i godzina młodaPrędziuchno uciecze.Przeto, żeś mi nie winszował szczęśliwej nocy,Nie uznały snu miłego biedne me oczy;Także ty wzajemnie łaskawej przyjemnieNocy nie zakusisz,Lecz przykre niespania i częste wzdychaniaCo noc cierpieć musisz.
Comments
Loading comments…