Lubomir
Niebieskie oko, klejnocie jedyny,Lampo gorąca wyniosłej krainy,Ojcze gwiazd jasnych! ty skoro świt mglistyPoczniesz rozpalać kaganiec ognisty,Natychmiast z łoża ramiona perłowePodniosłszy, oczy szczero szafiroweNa świat obracasz; a potem, gdy z góryPoczniesz rozpuszczać żarzyste kędziory,Odległej ziemi zdarłszy nocną larwę,Dajesz glans dzienny i pozorną barwę.Przez ciebie drzewa z listów ogoloneRozpościerają warkocze zielone,Pola odarte biorą na się szaty,Zewsząd upstrzone rozlicznemi kwiaty,Przez ciebie lato nasycone rosyGotuje bujne oraczowi kłosy,Jesień owocem mnogim zbogaconaW frukty i w smaczne obfituje grona;Gdy zaś naniższym pokazujesz biegiem,Akwilo z srebrnym wylatuje śniegiem,Rzeki porywcze upornie hamuje,Mosty na wodach głębokich buduje.Tobie nie role, nie żyzne pasiekiJa twój chowaniec daję do opieki,Ani cię proszę, byś na mej winnicyRozkosznej trunek dowarzał w macicy —Lecz żądam, abym stanął tam swem czołem,Gdzie ty rysujesz niebo świetnem kołem,Ażeby słychać było moje hymny,I skąd Boreas wylatuje zimnyI gdzie z zarania rumianemi ustyOświecasz Euksyn i Delerman pustyI gdzie pozbywszy południowej ceryZ twarzy ostatnie patrzysz na Ibery.
Comments
Loading comments…