Simeon

Już słońce co dzień niżej wieczorem zapada,A jesień coraz przystępuje blada,Na które ukwapliwe i nagłe jej przyjścieWiędnieje trawa, mdleje smaragdowe liście.Za nią w też tropy dybią czasy nie wesołe,Niszczeją wirydarze, lasy stoją gołe,Zła chwila prace letnie w ogrodach pustoszy,Lud rozkoszny z folwarków ku domowi płoszy.Po chwili ostre wichry, gdy się z zimnem zwadzą,Ostatek ozdób wdzięcznych przeszłej wiosny zgładzą,Splondrują winogrady zarodne do czysta,Chłodnikom zielonego nie zostawią lista.Dlategoż ty zawczasu Faworyno młoda!Zaniechaj dawce uciech majowych, ogroda,Nawiedź znowu pokoje i miasto dwojgrodne,Twojej bytności i twych miłych zabaw godne.Tu ja nie przy szemrzącym, jak przedtem, strumieniu,Ani pod lipą, abo w jaworowym cieniu,Ale raczej w alkierzu przy ciepłym kominieBędę pieśni powtarzał o gładkiej Halinie.A chociażbym też trafił bohaterów sławnychSkładnym rymem północnym krajom czynić jawnych,

Lecz takowa zabawa tych wieków nie płaci,Kto się jej podejmuje, czas i pracą traci.A przetoż ja na moim gęgnogłosym flecieWolę ogłaszać oczy pieszczone po świecie,Bo gdy we mnie które z nich uderzy ochotnieSwym wzrokiem, nagrodzi mi robotę stokrotnie.Teraz póki ostatki lubieżnego lata,Póki kresy nie miną uciesznego świata,Pospieszymy ku tobie; u ciebie schyloneGałęzie jabłka słońcem podają zwarzone,U ciebie nie pozbywa winnica brzemienia,Ani zielnik pierwszej swej grzeczności odmienia —A choćże nas tam grudzień zaskoczy zazdrośny,Z tobą w pół zimy lubej zażyjemy wiosny.

Comments

Loading comments…