Nauczycielka (Miciński, 1911)

„Trochę w tem wina jest mojej młodości,Trochę tych grobów, co się w kraju mnożą,Trochę tej wiecznej w życiu samotności...“

i sądzę najpiękniejszą z krajówJednę maleńką wieś, pełną ruczajów —Pełną łąk jasnych, gdzie kwitnie wilgotnaKonwalja — pełną sosen, kalin, jodeł;Gdzie róża polna błyszczy się samotna,Gdzie brzoza jasnych jest kochanką źródeł —A zaś przyczyna temu jest istotna,Że na tych bagnach, gdzie potrzeba szczudeł,Jam wtenczas bujał na młodości piórach,Jasny i chmurny — jako księżyc w chmurach.

A jednak i to minęło! — OjczyznaMinęła także!..

A więc niech wszystko mija! Wstańcie burze!I zwiejcie mój ślad z tej smętnej pustyniI moje myśli, jak łez pełne kruże,Przechylcie — niech je próżnemi uczyniCzas...

Milcz serce! Albo się strzaskaj, echoweNarzędzie pieśni, bólu, wiecznie drżąceI obłąkane, niezaspokojone —Uderzam ciebie w złości. — Milcz szalone!

Albinos jeździ czasem i w wagonie.Bardzo lubią się kąpać w Bramaputrze słonie.

Caliński Sawa na stepach jeździł czasem konno.Drażniąc tygrysa w dżungli, miej rękę obronną.

Nareszcie księżyc srebrną pochodnię zaniecił,Wyszedł z boru i niebo i ziemię oświecił.One teraz z pomroku odkryte w połowie,Drzemały obok siebie, jako małżonkowieSzczęśliwi: niebo w czyste objęło ramionaZiemi pierś, co księżycem świeci posrebrzona...

Ziemia od razu pod nimi zielenią pokryła się świeżą,Hiacyntami zakwitła, szafranem i koniczynami,Bujne i miękkie się łoże usłało z trawy i kwiatków.Na niem legli oboje świetlistym okryci obłokiem,Złotopromiennym; a rosy kropelki rzęsisto padały.

Ti xe bella, ti xe zovene,Ti xe fresca come un fior,Vien per tuti le so lagreme,Ridi adeso e fa l’amor!

Tyś jest piękna, tyś jest młoda,tyś jest świeża, jako kwiat —zostaw innym ich szlochania —zaśmiej się i daj mi ust!

Idę na cmentarz, gdzie krzyże czernieją,Tam wśród grobowców i umarłych gronaMoże się moja dusza załzawionaPrzejmie niebytu i ciszy nadzieją,Może zmęczoną wśród życia zmiennościUśpi tam powiew ją — nieskończoności.Napróżno — jakiś niepokój mną targa —Jakgdybym czuła Samumu zbliżenie,Gdy śmierć wygląda słodko, jak zbawienie;Niepokój gorszy, niż bolesna skarga!W bólu jest życie — cierpieniem się zdwaja —Bolące serce ma — jak harfa — struny,Na których wichry grają i pioruny,Tworząc pieśń ducha, co silnych upaja.Lecz serce moje — to już cicha urna,W której jedynie popioły szeleszczą,Ale nie zagra w niem melodja górna,

Ani nie zadrży tragedją złowieszczą...Nic nie przeklina, lecz i nic nie kocha;Niczego nie chce — obce mu nadzieje...Oh, coś tam strasznie, beznadziejnie szlocha —To warjat w zamku duszy tak się śmieje!...

— Jeruzalem! Jeruzalem! biedna ziemio ty!Gdy twej mące nie poświęcą każdej mojej łzy,Jeśli ciebie nie ogarną mym synowskim żalem.To mnie przeklnij i zapomnij, matko Jeruzalem!

„Idź swoją drogą i pozwól mówić ludziom“.

„Pije zbójnik pije, turackami płaci;Wezmom go do nieba janiołowie swaci!

Comments

Loading comments…