Akt V

W mrokach złotego pałacu, czyli Bazylissa Teofanu

z olbrzymią płyną pieśnią,bo cóż jest nad bagnem życia,jak nie wzniesienie rąk?Olbrzymie nucą chóry,płanetne ognia kręgi,dokoła mnie.Przeklęty marny wieszcz!przeklęty jest marny myśliciel!przeklęty marny ksiądz,przeklęty marny bohater,nadewszystko:przeklęty jest marny miłośnik.Tylko ponadwaga —olbrzymiość uczucia,pragnień — myśli —i zdobytej, już na wirchach, potęgi —wytwarza Życie

promieńmi błogosławiące!Tylko Prometeiczna mocrozjarza w tej jaskini losu człowieczego — ogień.Oh, z mej ręki spełznął padalec —czarny, demoniakalny —opętujący brudem złośliwej miłostki,jakoby krostą: zaraźliwsząnad lues, i gorszą nad trąd miłością — do błazna!Teraz jestem znowu wolna Walkirja,jak niegdyś —gdy z ciemności niebyturaz pierwszy ujrzałam się: Jaźń —i zaślubiłam się z Wolą — na wieki.Teraz ogarniam znów wszechświat —nieskrępowana łańcuchem stadnego instynktu!Lecz dookolny lud — nie jest moim ludem:tu złowrogie katakumby,gdzie stał się Chrystus oprawcąi jak wzbogacony plebejusz, lśni złotem,które wydarł nędzy!tu uczty Trimalchiona-Bogawśród sprośnej orgii Jego niewolników;tu wielkie monstrualne kłamstwa,rozpięte nad otchłanią zmroczeń! —tu człowiek grzechu stał się człowiekowi — Djabłem!I cóż zostałonad tym złośliwym grzęzawiskiem,jak nie wzniesienie rąk?Niech będą pochwalone nocne godziny,kiedy Człowiek jest samw otchłani strachu i męczarni,

kiedy poznaje piekło swego istnienia,i jak Demon — zamyśla sięnad światem, w którym musi zginąć!Tak — widzę — że niemam sobowtórów:zmierzchli już bogowie Olimpu,i umarł — naprawdę umarł — Nazarejczyk!Lecz, za lodowym Oceanem,gdzie na wyspie buchają kraterywre Niflhajmr — wir tytanicznych żywiołówtam Baldur jest w największej czci:genezyjski to promień mądry, przenikliwy,w jasnowidzeniu twórczy — jakby moja JaźńBłogosławione te Niflhajmru głębie,w których się męczy Baldur!i kiedy już ma wyprzeć się samego siebie,kiedy najczystsze kryształy gwiazdrozbił o mury piekielnej katowni —w mroku poznaje, że świeci,że promienieje od wewnątrznajświętszym Gralem swej Jaźni.Takie królewskie gody ma zarówno więzień,jak trzykroć co dnia w rzece Hiamawatumyjący się Purohita —tę chwilę, kiedy zbudzony ze snuwidzi się w otchłani —i otchłań śpiewa hymn — Niewiadomemuw Nim —teraz we Mnie! —Tak, z mojej duszy spełznął już padalecczarny, ohydny, demoniakalny,opętujący brudem złej namiętności

jakoby krostą zaraźliwą —gdyż nad lues i nad trąd gorszą jest miłość —do Marnego Człeka!

Zobaczyłam mego ojca we śnie —siwiuteńki, ze smutkiem na twarzy —i spogląda gdzieś w dale bezkreśnie,mając serce, co nigdy nie skarży.Czarne smutki odkryły się we mniemego serca, co nigdy nie wskrześnie —życia mego zwiędło pół, daremnie —(Księżyc wschodzi ponad wody leśne...)a pół życia mego leci z burzą,jak olbrzymie nad chmurami pieśnie!

Widzę w chatce, co ma nóżkę kurzą:mego ojca! błogosławi we śnie.

Oh, mnie przepych nie porywa —wolę nasz biały pierwiosnek,który, gdy narzeczona nieżywa, —tu mi brak rymu!

Dla Ciebie, moja Włado,Władczyni, Władzico, Właduchno —cierpiałem tak, że aż puchnąme włosy, różaną zwilżone pomadą!Dla Ciebie, o Ty bez ciała,bez jednej maleńkiej kosteczki,przeżyłem sześć godzin, jak skała,w więzieniu — bez Twej, Arjadno — niteczki!Lecz ty — okrutna kochanko,nie przyszłaś do mnie z bukietem,nie zapłakałaś dżetemswych czarnych łez — o bizantyjska Cyganko!

Pani Pana zabiła:radosną słyszę wieść —tyłeś się natęskniła,możem już na tron sieść!Z moim rodowym klejnotemnie lękaj się żadnych plam —mój hełm jest z końcem złotym,drżą chamy u mych bram!...Wprawdzieś Pana zabiła,lecz ty z miłości wrzesz —słodycz mię zemroczyła...Będziesz moją? śpiesz.

Comments

Loading comments…