Kain
W mroku gwiazd
KAIN
Wyszła mi z boru — w złocie warkoczyz twarzą indyjskiej Bogarodzicy —w błękitnych iskrach — w srebrnej przeźroczy —nadksiężycowej wieszczka świątnicy...Ach, rozkochały się w niej moje tęskne oczy —ach, — i zabrzęczał łańcuch mej ciemnicy.
Jak wulkan krwawy w łonie Arymana,jak Samum, gdy się wichrami rozuzda —tak we mnie otchłań — gwiazdami przetkanaleciała w państwo słoneczne Ormuzda.Ach, rozkochały się w niej moje tęskne oczy —ach, i zabrzęczał łańcuch mej ciemnicy.
Nie wzbraniał mi jej smok, żelazna wieża,zdradny labirynt, ni królewskie ramię —miłość zwycięży wszystko — wszystko złamie —ale nie miłość drugą do pasterza
Więc Śmierć przyzwałem — i śmierć odtąd żyje —i wszechświat cały grobowcem przywarła —— — — czuję mdły powiew — —— — w oczeretach gnije — —z tęsknoty — u nóg mych — umarła.
Na pustej trzcinie rozpiąłem jej włos —nad śniącą rzeką schyliły się drzewa —wiatr cicho płacze — ptak mogilny śpiewa —to los mój — los!...głębiny tajne pruć —milczenia głuche mącić —jako stracona łódźod brzegu się odtrącić —mieć gwiazdy — gwiazdy rzucić —i tylko piosnkę nucić —to los mój — los!...
Magia mej duszy niechaj Cię wywołaz zarzewia komet czy z mroku przepaści —przyjdź — ustroimy w lotus nasze czołai gibkie ciała nasze nard namaści.
Pachną mi dziwnie Twoje złote włosy,jak prześwietlone senne kłosy.Twych oczu lazur, jak górskie jeziora,w których się pławi czarna sykomora.A Twoje usta, pachnące jak róże —chłodne — jak płomień zaklęty w marmurze.W ogrodach piersi kwitnące jabłonie,jakoby księżyc w mgieł srebrnych oponie.Biodra toczone ze słoniowej kości,jako indyjska świątynia miłości.
O przyjdź — na liściach zwiędłych piszęten sen mój obłąkany —rzucam je w strumień łez moich wezbrany —niechaj w anielskie odpłyną zacisze — —
Ale mi włócznią swą miedzianąpotrząsasz — i groźna jak mrok —roździerasz serce moje —czarną pianądysze mi toń — ja pieczar tych smok —weź moje skarby i Twe zimne serce —opasz — niech błyszczy!
Szmaragd Ci wspomni te zielone łąki,po których szliśmy strojni w asfodele —rubin — czyścowe jeziora rozłąki —i miłość, którą oddałaś w kościeleinnemu — a dyament — moje serce dumne,stopione w ogniach i rzucone w trumnę.Na czole Twoim płomień chryzolitów,abyś widziała gwiazdy konające —ortoklast zimny, smutny jak miesiącezamrozi w oczach Twoich sen błękitów.
Ale ci jeszcze składam te szafiryi perły jak chmury bezdomne,i krwawej jaszmy obłąkane wiry —na znak, że Ciebie nigdy nie zapomnę —pierścień Ci włożę z mrocznych karbonatów,bo się spotkamy — za progiem tych światów.
Kiedy Cię moje oplotą sny —jak białe róże —nie bój się kochać — ja — i tyw nieba lazurze.Ziemia, jak echo minionych dni,grające w borze,a nasze duchy wśród martwych pniwieszają zorze.Serce mi splatasz koroną gwiazd,hymnem warkoczy —podemną góry, wieżyce miast —nademną — oczy.Dziwnie się srebrzysz, aniele mój,w tęczowem piórze —fontanny szemrzą, gwiazd iskrzy rój —wonieją róże...
Jest serca kraj na modrej morza fali,gdzie Centaur dzikiej poucza mądrości,gdzie bór indyjskie rozwiesza wonnościi w wodospadach rzeka się krysztali.Tam żyjesz Ty — i Bóg mi Cię zazdrości —i weźmie Cię — gdy serce moje spali.
Błękitnym echem letniej żarzy,szumem kwiecistych traw —głęboko na dnie lśni i marzyw czarze krateru staw.
Podziemnych duchów serce szklanegra Bogu dziwną pieśń —jak Anioł dumne, nieskalaneprzez łzy, ni pleśń.
Tu chciałbym marzyć w noc gwiaździstąna czole mieć Twą dłoń —i zejść przed jutrznią w uroczystągłęboką zimną toń.
Lecz wiem, że wznosząc nad aniołyrajów Ci oddam moc —sam w głuche muszę iść padoływ głęboką zimną noc.
Na księżycu czarnym wiszępatrząc w gwiazd gasnących ciszę.W mroku dumnym i bezgłośnymze strzaskaną harfą snówpłynę — szukam jej —nie odnajdę już.
Comments
Loading comments…