Korsarz
W mroku gwiazd
Żywiołem moim huragany wód.Lecz pomnę, żyłem nad brzegami rzeczki,poiły wonią mnie drobne kwiateczkii wierzb otaczał pieszczotliwy chłód.Migały rybek szybujące strzałki,jak pierś kobieca świecił piasek miałki —woda szeptała: baw się ze mną, baw...Wtem usłyszałem nademną w purpurzeorły lecące piersią przeciw chmurze,jak przeciw Persom para greckich naw.I szał mnie porwał — i miecz zardzewionyrzuciłem w serce kochanki wyśnionej —i biegłem w puszcze, choć słyszałem jęk.A Bóg mnie przeklął. Ja przekląłem Boga.Odtąd me serce nie zna, co jest trwogai mowy innej, nad fal ciemnych dźwięk.
Na skałach leżał okrętowy tram.Topór do ręki. Wypłynąłem śmiałosłońcu naprzeciw, co jeszcze nie wstało.Nademną orły dwa. Ja człowiek — sam.
* *Tak jestem smętny, jak kurhan na stepie —a tak samotny, jak wicher na morzu —a tak zbłąkany, jak liść na bezdrożu —a tak zwinięty, jak połoz w czerepie.
Straszą mnie widma i tajemne zbrodnie,śpiewają rajów skrzydlate Ahury —gdybym rozedrzeć mógł na sercu chmuryrzucałbym gwiazdy sercom bezpodobnie!
Gdybym ja nie był druid skamieniały,bóg bez wieczności i król bez korony —gdybym ja nie był ptak morski szalony —gdybym ja nie był od męki zczerniały,gdybym ja nie był jak śpiew na mogile —powiódłbym — na Termopile!
* *W zaczarowanym lesie, pełnym jaśnibłądzą głębokie cienie, pełne łez —ach, serce moje drży od łez,jak dziecię przerażone w baśni.Na śniegu złote lśnią kaczeńce,lilowy szafran, blady szczaw —słońcu się kłonią: my straceńce,lecz Ty nas w róży świetnej zbaw.A słońce szydzi na lazurach:powiędną róże, zmierzchną bzy —lecz ja was pomszczę w ciemnych chmurach —dobędę piorun z waszej łzy.
* *Nademną leci w szafir morzaobłok, pojony mlekiem gór —nademną śpiewa ptaków chór —motyl, kochanek lilij łoża...
A ja pod mrokiem łzy-kamieniasączę swój ciemny jad, —lecz śmiać się będę z przerażeniatego, kto zerwie kwiat.
* *Rycz burzo! wichrze, potargaj te sznury,w których mię dławi nędzny karzeł — ziemia —i rzuć na przestwór, gdzie duch się oniemiaw kabalistyczny poemat natury.Mroku podziemny! Twe głuche urwiskawiodą mnie w grobów zapomnianych szpaler —ja — Prometeusz przykuty do galer —lękam się zimnych gwiazd urągowiska.Ogień tajony serce moje kruszy,jako lodozwał granitową skałę.Pelion na Ossę! morza rozszalałe,wulkany, słońca na zdobycie duszy —i cóż posiadłem? kwiat z niebieskich pól —cichy, bezkresny — niepojęty ból.
Comments
Loading comments…