Grecja niepodległa — całość
Siedem grodów spór toczy o korzeń mądrego Homera...
Biada mi! Męża, Którego miłuję, widzą me oczy,Jak go wkrąg murów ścigają i serce me boledć przenika.
Widzę, przychodzisz, Likurgu, do mego złotego przybytku,Miły Zeusowi i innym bogom, Olimpu mieszkańcom.Umysł mój dwoi się we mnie, czy bogiem cię głosić, czy człekiem.Skłaniam się jednak ku temu, Likurgu, by nazwać cię bogiem.Szukasz praw doskonałych: osiągniesz to, czego szukasz,W takiej mierze ode mnie, jakiej ludzie nie mają.
Żądza bogactw — nic więcej — twą, Sparto, stanie się zgubą.
Wiele klechd wieścić umiemy jedynie podobnych do prawdy;Skoro zad przyjdzie nam wola, i prawdę też wieścić umiemy.
Garncarz dziś nienawidzi qarncarza i żebrak żebraka,Cieśla cieśli zazdrości i pieśniarz też pieśniarzowi.
Słyszę wrzawę na placu: to Prawdę ściga sierocąMężów moc darojadów, czyniąca krzywdę na wiecach;Błąka się ona ze łzami po uroczyskach śmiertelnychSzatą mglistą odziana i klęski ludziom przynosi.
Zło knuje dam przeciw sobie, kto knuje zło przeciw bliźnim;Najboleśniej złą radę doradca sam opłakuje.
Żyje też Prawda wieczysta — Zeusowa to córa potężna,Czczona w bogów rodzinie, co rządzą wyniosłym Olimpem.Kto jej wyrządza zniewagę, fałszywym krzywdząc wyrokiem,Wnet na tego przed tronem rodzica kornie się chyląc,Skarży się mową żałosną, piętnując jego nieprawość!I odpowiada lud za gwałty królów, co zdrożnieSąd wymierzając nieprawy, zbaczają z drogi godziwej.Króle, strach przed nią miejcie i z prostej ścieży nie schodźcie!
Można i całą gromadą bez trudu popaść w występek:Wszakci on gości w pobliżu, i droga doń prosta i gładka.Ale przed Cnotą pot nieśmiertelni stawili bogowie,Szlak do niej długi i stromy, i zrazu wydaje się trudny;Lecz gdy dojdziemy do szczytu, ujrzymy go równym i gładkim.
Praca bo żadna nie hańbi, lecz hańbi jedynie bezczynność.
Ten i bogom i nam nienawistny, kto, stroniąc od pracy,Stał się do trutnia podobny, co, w wiecznem żyje próżniactwie,Pszczół zabiegliwych bez trosk nieustanną karmi się pracą.Praca czyni cię owiec i wszelkich dóbr posiadaczem,Praca zjednywa ci także i bogów trwałą przychylność.
Dwakroć młodości użyłeś i dwakroć zstąpiłeś do grobu,O Hezjodzie, słyń, wzorem mądrości nam bądź!
Podziemnym bogom w uroczystą nocMa obowiązek Kresfontydów ródDziewicy-córy młodą przelać krew.Rozstrzyga naprzód los, powtóre zaśRozstrzyga wolnym czynem ojciec-kat.
Przez Steniklaru dolinę i ben! aż pod górę TajgetuSpartan objętych przez lęk Arystomena gnał miecz.
Szczytna to dola w szeregach czołowych połykać się z wrogiem,Mężnie w burzliwy iść bój i za ojczyznę wziąć śmierć.
Tych zaś, czyj grzbiet już schylony i czyje mdleją kolana,Starców, gdy toczy się bój, młódź niech nie rzuca na łup.Widok czyż jest okropniejszy, niż kiedy w pierwszym szereguStarzec zabity legł wprzód, za nim zaś wian młodych ciał,Starzec o białych kędziorach, siwizną broda srebrnieje,Nieuskromiony swój duch w kurzu wydycha i w krwi; -Siłą rękę swoją do rany przyciska otwartej —Widok okropny dla ócz, ach jak okrutny dla serc,Widok starca nagiego. Młodemu zad wszystko ozdobąW latach, gdy jeszcze nie zwiądł urok młodości i kwiatBył on za życia chlubą dla mężów, pokusą dla dziewic;Jako przepiękny jest dziś, w pierwszych szeregach gdy legł.
W roku, gdy „tragos” napije się wody z fal Nedy kręconej,Zagrzmi Messenji zły los, już ratować jej więcej nie zdołam.
Czas winę króla obnażył, nieszczęsnej Messenji zabójcy:Tknięty przez Zeusa gniew, krzywoprzysięzca ten padł.Wiedzcie, o zdrajcy: od wzroku bożego ujść nie zdołacie,Ty zaś, o władco ty nasz, Zeusie, ojczyznę nam chroń!
Szukasz Arkadji? — Nie! chcesz za wiele; ja tego ci nie dam.Liczni są w górach Arkadji mężowie, żyjący żołędźmi:Oni ci drogę zagrodzą. Lecz Tegeję miasto uzyskasz.Słyszę, łańcuchy żelazne na nogach jeńcow szczękają.Widzę, jak Sparty synowie krainę mierzą tegejską.
Glauku, masz słuszność: z początku tła rzecz nie wydaje cię zdrożną —Krzywą złożyć przysięgę i mienie sieroce przywłaszczyć.Cóż więc? Przysięgaj: od śmierci nie ujdzie i mąż sprawiedliwy.Pomnij wszelako: Przysięga ma syna — ów syn bezimienny,Choć niewidzialny, pomyka bez nóg i bez rąk chwyta łotra,Z całem jego domostwem i z rodem go unicestwiając.Ród zaś męża prawego, choć i zmarłego, trwać będzie.
W czci, Aetionie, nie jesteś, lecz wielce-ś czcigodny dla wielu.Labda powije ci syna i będzie to głaz bezlitosny:Runie on wpośród Królów i władcą się stanie Koryntu.
Widzę, tam siedzi orlica na skale; niebawem wysiedziLwa pochopnego do krwi: wielu stawy w kolanach przetrąci.Bądźcie więc czujni, wy, co mieszkacie u boskiej Pireny,Wy, co ów Korynt brwionośny kochaną zowiecie ojczyzną.
Będzie szczęśliwy ten mąż, co do mego przybytku wstępujeSam on i jego synowie, synowie zad synów — bynajmniej.
Były to: bieg oraz skok — włócznia i walka i dysk.
Herold — przynoszę wam wieść, z upragnionej wieść Salaminy;Jeno nie mowa z mych ust — dźwięczna poleje się pieśń.
Na Salaminę, rodacy! O wyspę bój upragnionyStoczyć nam trzeba i z bark zrzucić gniotący nad wstyd!
Widzę ja, bracia — i ból piekący przenika mą duszę —Widzę, jak ginie nasz gród, praszczur iońskich wszech miast.
Miasto zaś nasze przenigdy z Zeusowych nie zginie wyroków,Bóstw nieśmiertelnych sąd nigdy nie strąci go w noc:Pallas Atena go strzeże, wielkiego córa rodzica;Święta, obrończa jej dłoń wiernie ochrania nasz gród.Grodu mieszkańce to sami ojczyznę dwoją przesławnąGubią: ponosi ich szał, chciwość zaćmiewa ich wzrok...
Władzę oddałem ludowi, o ile mu władza przystoi:Nie uszczupliłem mu praw, pychy nie chciałem też wzmóc.Którzy zad rodu zaszczytem i bogactw potęgą świecili,Umiar zmusiłem tych znać i oduczyłem od krzywd.Między nimi stanąłem, jak tarcz obie strony chroniąca,By ani tamci, ni ci, imać nie mogli się zła.
Co macie począć z trójnogiem, o władze możnego Miletu?Oddać go temu należy, kto wszystkich mądrością przewyższa.
Krezus, Halis przeszedłszy, ogromne królestwo zniweczy.
Jest za obrębem dwiata przybyłek wieczystej światłości:Słodko życie tam płynie, jak nigdzie indziej, dla ziemian.Tam nie utrudza ich znój, ni ulewa, ni oddech zawiei:Nie, oceanu łam fale świeżością dyszą ustawną,Stale tam szeptem swym tkliwym kołysze Zefir człowieka.Hyperboreje tam żyją, — to Apollinowe są długi;Wszędy gwar korowodów i brzmienia lir słodkogłowych;Oni sami zaś głowę przybrawszy w laur złotolisty,Zgodnie ucztują pod cieniem łaskawym zielonych zagajów.Starość ich nie dotyka, choroba ich grzbietu nie zgina;Czarą rozkoszy — ich życie, nie straszny im gniew Nemezydy.
Tam i na ciebie tron czeka, o męczenniku w koronie:Obok ciebie na uczcie zasiądzie twoja królowaI w korowodach wesołych zatańczą twoje królewny.
Ale na ziemi płacisz za zbrodnię pradziada Gigesa:Krew zabitego Kandaula już dawno wołała ku niebu,Chmarą gromową krew ta wisiała nad rodem zabójcy.Trzykroć głowę potomka już miały porazić pioruny,Trzykroć swą ręką-m uchylił tę nadciągającą zagładę.Dłużej cię chronić nie mogłem; lecz ofar obfitych tablicaChowa ślad pobożności: pamiętliw jest bóg oprawiedliwy.
Kto pojmie dziki wiatrów szalonych bój?To stąd, to zowąd groźny się toczy wał;Zaś nas porywa pęd i niesieŚrodkiem przez łoń na okręcie czarnym.
Czas nadejdzie: i grób zgasi twój wzrok, zatrze się pamięć twa,Nie ostanie z niej nic. Próżen twój byt! Róży PieriiZbyt leniwaś, by rwać, z chórem swych druchn; więc też pochłonie cięMrok Hadesu, jak cień, blady i mdły, wtrącon śród cieniów tłum.
Gwiazdo wieczorna, ty zbierasz, co blask poranny rozproszył:Kozy, jagnięta zgromadzisz, lecz córkę oderwiedz od matki!
Słodkie jabłuszko dojrzałe rumieni się ben, na wysokiej,Na najwyższej gałązce i wyżej nad wszystko: czy kto z wasDojrzał je tam? Lub może je dojrzał, ale nie dostał?
Wznoście dach jak najwyżejO, Hymeneju!Wyżej, budowniczowie —O, Hymeneju!Idzie pan młody, jak bóg-wojewodaWzrostem wyższy od męża rosłego.
Oddźwierny nogi ma na siedem łokci,Buty ma z siedmiu szyte byczych skór,Szyło je szewców dziesięciu!
Odprawiliśmy wesele,Jako chciałeś, panie młody,I dziewczynę, o! szczęśliwy,Pozyskałeś, jakiej-ś pragnął. —
Lżejsza snadź od rozłąki śmierć —W żalu wielkim, we łzach porzucała mię
Gorzkich, słowy się skarżąc tak:„Jakże ciężki nam wypadł los,Klnę się, Safo, boleśnie mi rzucać cię”.
Na tom zasię odrzekła jej:„Pomnij o mnie, a w szczęściu idź:„Dobrzeć z nami bywało, to sama wiesz...
„Jeśli nie wiesz, pamięci twej„Pomóc chcę: przepomniałaś snadź,„Jak rozkoszny, jak piękny nasz bywał los,
„Ile razy wieńczyły cię„Fiołków wieńce i sploty róż,„Gdyś ten z nami, radosna, dzieliła dom,
„Ile kwiecia z wiosennych łąk„Girlandami dokoła twej„Szyi wiło się, sącząc przesłodką woń,
„Zaś wonności królewskich czar„Jakże często ci zraszał skroń,„Jakże hojnie ci bujny namaszczał włos.
„Lubeć były dziewczęcych uczt„Miękko słane wezgłowia... Lecz„Miło, z czary nalanej słodycze pić...
Mam-ci ja dzieweczkę, mam...Śliczna-ż ona, złocistemuKwieciu posłać ma podobną,Kleis ulubiona!
Za nic, za nic jej nie oddam,Choćby i za Lidję całą,Choćby i za Lesbos miły...
Coś rzec ci chciałbym, jeno mi broni wstyd...
A gdybyś żądze zacne i piękne miałi nic twój język złego nie myślał rzec,twe oczy wstyduby nie znały —śmiałobyś mówił, jak słuszność każe.
Przyiacielu! ja łożaDzielić z tobą nie ośmielę się,Jam zbyt stara; lecz gdy u mnie tySzukasz rady: młodziutką bierz!
Dziś unika ciebie? Pogoni jutro.Darów nie chce? Oto je dawać będzie.Dziś nie kocha ciebie? Pokocha jutro,choćbyś nie chciała.
„Starym już, lecz pókim żyw, uczę się, uczę się wciąż”.
Słup ten postawił Hipparchos: ty idź i prawdy przestrzegaj
Słup ten postawił Hipparchos: bądź wierny przyjacielowi.
Drogi mi będzie wygięły łuk i luba cytara,Ludziom zaś będę wieścił Zeusową wolę niemylną.
Bitew gwarnych królowo, chroń, Ateno,gród i lud ten, szczęśliwe ześlij lata.Bratobójczych walk, cierpień i klęskw nasz nie dopuszczaj dom — ty i twój rodzic Zeus.
Ireziona i figi i chleba niesie bochenki,miód niesie w dzbanku i wonną oliwę, by członki namaścić,wina też czarę tęgiego, by podpić sobie i zasnąć.
O Lipaydrjon, najlepszych druhów zgubo!Jakże świetni przez ciebie padli męże!Z najzacniejszych gniazd — dzielny to buf!Mężna zaświadczy śmierć: godzien rodzica syn.
Miecz w gałęzi mirtowej nosić będę,jak Harmody i jak Arystogiton,gdy tyrana krew przelał ich mieczi gdy w Pallady gród równość wróciła praw.
Kto w wymowie strzeże miary, zawrzeć kto zdolen też jestw zwięzłem słowie słów wielu treść, ten przyganyznosi od ludzi już mniej. Przesytstępia żwawe zbył nadzieje w nas.Gdy chwalą ci kogoś, bliźniego słowa w głąbserca tajną ciężki zaszczepia ból.Lepsza jednak zazdrość, niż litości głos.Sławny bądź, czyny swe mnóż, sprawiedliwieludem swym rządź. Na kowadleczci oraz prawdy bez kłamstw kuj swój język.
Lekką iskrą słowo buja, ale z królewskich twych ustciężko legnie. Wielu ty dóbr jesteś panem,świadków twe rządy ogląda moc.Szczodrobliwą rękę miej i, cnekochając swe imię, szeroko skarby siej.Niby sternik zręczny okrętu, hej,śmiało żagiel wiatrom zawierz. Odtrąć preczkorzyść ułudną, jak cień, miły druhu.Wieczna jest sława, przeżywaludzi umarłych i mknie w przyszłość świata.
Powieść ich życia podejmą pieśń i dziejopisów trud.Krezus, że bliźnim życzliwy, wiecznie będziew głębi potomnych żył serc.W byku z miedzi palił ludzi król Falarys: światłu wróg.Więc struny gędziebne pod dachem w święta dzieńłączyć nie chcą jego imienia z pacholąt śpiewem. Tak,powodzenie — pierwszy to klejnot; a po nimniemasz nic ponad dobrą sławę.Lecz kto oba dary społem od bogów wziął, temu losupragniony dostał się, tenżycia otrzymał wian najwyższy.
Jako gwiazd korowody zaćmiewa słońce promienne,Jako zagłusza gwar strug morze łoskotem swych fal:Mędrców tak innych przewyższył w zaszczytnem współzawodnictwieWieszcz Epicharm, co skroń wieńczył Syrakuz mu lud.
Grodzie sąsiadom niemiły lecz miły potęgom niebieskimBroni krwiożerczej nie wynoś za progi swoich pałacówI przedewszystkiem chroń głowę: tkwi w głowie i ciała ratunek.
Olimpijskiego nie zdoła ubłagać Zeuada Pallada —Próżno się doń i mową i myślą wstawia za wami,Ty zasię słuchaj mych słów: jako stal jest niezłomne, co rzekę:Wszydtko posiędzie wróg, od skalistej Kekropsa warowniHen, aż po jar Cyteronu boskiego, lecz jedno ostanie:Mur swej córze drewniany daruje szerokowidzącyZeus, by nie zburzył go nikt: wadze dzieci i was on ocali.
O wędrowcze, gdy przyjdziesz do Sparty, ludowi jej powiedz,Że w myśl ojczyzny swej praw, kości złożyliśmy swe.
Wódz Hellenów Pauzanjasz, zniszczywszy Medów potęgę,Pamięć zwycięstwa czcząc, święci Febowi ten dar.
Śmierć płodzi łan, gdzie był posiany grzech.
Wie o jego dzielności przesławny gaj Maratonu,Zna jego męztwo i wróg — zna długowłosy je Pers.
Rzekł — i na znak czarnemi poruszy brwiami Kronida,Włosów wonnych kędziory od głowy wszechwładnej skinieniaCicho naprzód pomknęły, i Olimp drgnął wielowzgórzysty.
Współkochac przyszłam, nie współnienawidzieć.
Żył długo, i śmierc w porę go zabrała,Ustrzegłszy go od przeciwności lodu.
Runą zastępy doryjskie, i dżuma runie ich śladem.
Gdzie zbożnaPanuje woła ludu, tam i wybór młodziMa zawsze lud pod ręką...
Jeśliś nie widział Aten, bałwan z ciebie;Gdyś widząc, nie podziwiał, jesteś osłem;Podziwiasz i uciekasz? Tedyś bydlę.
Znaleźć pragnęły chram, co zburzony nie będzie, CharytyI odnalazły: ten chram — Arystofana to pierś.
Mądry Sofokles, mędrszy Eurypides;Od wszystkich ludzi mędrszy jest Sokrates.
Obym uniknął bitwy u dennych wód TermodontuW orła przemienion w chmurach lub w szatę mgły przyodziany.Łzy wróży ona pobitym, zwycięzcy zasię — zagładę.
Comments
Loading comments…