Hajdamacy. Epilog
Oj, dawno to było, jak małej dziecinie,Bez chłeba, samemu, jak czajce po fali,Wypadło mi błądzić po tej Ukrainie,Gdzie Gonta i Maksym z nożami hulali;
Oj, dawno to było, jak temi szlakami, 5Co szli Hajdamacy, drobnemi stopamiBłądziłem, płakałem i ludzi szukałem,By dobra uczyli. A teraz wspomniałem,Wspomniałem, i przykro, że licho zginęło.
Ej, lichoż ty młode! dlaczegoś minęło, 10Zamieniłbym dolę dzisiejszą na ciebie,Gdy wspomnę te stepy, te chmury po niebie,I ojca, i dziada przypomnę ja sobie...Dziadunio żyw jeszcze, a ojciec już w grobie.
Bywało, w niedzielę, „Mineje” zamknąwszy, 15Po czarce z sąsiadem serdecznym łyknąwszy,Ojciec prosi dziada, by o HetmańszczyźnieOpowiadał stary lub o Koliszczyźnie.I oczy stuletnie jak gwiazdki pałały,
A słowa po słowach potokiem się lały: 20Jak Gonta z Maksymem mierzyli się z Lachy,Jak wrogi konały, jak miasta gorzały...Sąsiedzi drętwieli z żałości i strachuI mnie też małemu łzy w oczach stawały
Nad śmiercią tytara. A nikt i nie baczy, 25Że mała dziecina w kąteczku gdzieś płacze.Bóg zapłać, dziaduniu, żeś wiernie przechowałW stuletniej swej głowie te dzieła kozacze,Com teraz wnuczętom powtórzyć spróbował.
Wybaczajcie, ludzie dobrzy, 30Iż kozaczą sławęWyśpiewałem po prostacku,Bez książkowej sprawy.Tak i dziad mój opowiadał,
Daj mu, Boże, zdrowie! 35I ja za nim. Któż to wiedział,Iż mądrzy panowieRzeczy takie czytać będą?Wybaczże im, dziadu, —
Niechaj łają! A tymczasem 40Ja z moją gromadą,Z Kozakami serdecznymiCo prędzej się zwinęI spać pójdę — i polecę
Na tę Ukrainę, 45Gdzie chodzili HajdamacyZ świętemi nożami, —Na te szlaki, com wymierzyłDrobnemi nogami.
Pohulali Hajdamacy, — 50Dobrze pohulali:Blisko roku krwią szlacheckąHojnie napawaliUkrainę i zamilkli —
Noże poszczerbili. 55Niema Gonty! Niema nad nimKrzyża ni mogiły.Wiatry bujne gdzieś rozwiałyProchy hajdamacze,
Nikt się nawet nie pomodli 60I nikt nie zapłacze.Jeden tylko brat przybranyZostał się na świecie, —
I ten, słysząc, jak okrutnie
Od piekielnych dzieci 65Brat zamęczon, po raz pierwszyZałkał Maksymisko;Łkał i płakał; łez nie otarł,Umarł biedaczysko.
Żałość jego zadusiła 70Śród obcego pola,W cudzą ziemię położyła —Taka jego dola!Smutno, tęskno Hajdamacy
Żelazną tę siłę 75Pochowali, usypaliWysoką mogiłę;Zapłakali, rozeszli się,Odkąd i przybyli,
Jeden tylko mój Jarema 80Na kij się pochyliłI stał długo: „Spocznij, ojcze,Śród obcego pola,Bo na swojem miejsca niema
I przepadła wola. 85Śpij, kozacze. Wspomni ciebieDusza jaka szczera”.Poszedł stepem biedaczyskoI łezki ociera.
Długo, długo oglądał się, 90Serce mu się rwało...Zniknął... w stepie prócz mogiłyNic nie pozostało.
Ej, posieli Hajdamacy
W Ukrainie zboże; 95Lecz nie oni go wyżęli...Cóż zrobić, mój Boże!
Niema prawdy, nie wyrosła,Krzywda wybujała...
Rozeszli się Hajdamacy, 100Gdzie dola pognała:Kto do domu, kto w dąbrowęZ nożami w cholewachKończyć Żydów. Tak i dzisiaj
Sława szepcze w śpiewach. 105A tymczasem Sicz prastarąZrujnowały wrogi;Kto nad Kubań, kto za Dunaj;I tylko porohy
Pozostały pośród stepu, 110Syczą, zawywają:„Pochowano dziatki naszeI nas rozrywają”.Ryczą sobie, ryczeć będą,
Dola ich minęła 115I na wieki Ukraina,Na wieki zasnęła.
Odtąd w bujnej UkrainieŻyto zielenieje;
Nigdzie jęków, dział nie słychać, 120Wicher tylko wieje,Naginając wierzby w gajuI burzan wśród pola.Wszystko zmilkło — niechaj milczy:
Taka Boża wola! 125Czasem tylko gdzieś wieczoremPonad Dnieprem, w gaju,Idą starzy Hajdamacy,Idąc zaśpiewają:
„U naszego Hałajdy chata na pomoście, 130Graj, morze! dobrze, morze!Dobrze będzie, Hałajdo!”
Comments
Loading comments…