Jan Podkowa

Kiedyś, kiedyś — w UkrainieOd armat huczało;Kiedyś, kiedyś — ZaporożePanować umiało!

Panowali, dobywali 5I sławy, i woli, —Poszło wszystko: i zostałyMogiły wśród poli!Skroś wysokie te mogiły,

Gdzie dawno spoczęli 10Atamani, ich w kitajkęCiało owinęliTowarzysze.Czernieją mogiły

Jak góry wysokie 15I wiatrem ślą głosyPrzez stepy szerokie.Echem czynów, dziadów sławyWicher wciąż powiewa,

A wnuk, idąc z kosą rano, 20Na tę nutę śpiewa:kiedyś — w Ukrainie

Licho tańcowało,Przy butelce wódki, miodu

Smutku się nie znało. 25Kiedyś, kiedyś w UkrainieDobrze nam się żyło...Wspomnim wczoraj, spocznie serce,Bo też wspomnieć miło.

Czarna chmura z za Limanu 30Niebo, słońce kryje,Sine morze niespokojneTo jęczy, to wyje,Zatopiło gardło Dniepru.

„Ano, chłopcy, żywo 35Na bajdaki! Gra nam morzę,Pojedziem na żniwo!”Wysypało się Kozactwo —Liman czajki kryły.

„Grajże, morze!” zaśpiewali, 40Fale się spieniły;Wkoło fale jak te góry,Ni ziemi, ni nieba.Strach wokoło, dla kozaków

Tego tylko trzeba — 45Płyną sobie i śpiewają,Rybitwa przeleci,A ataman przodem jedzieI wiedzie swe dzieci.

Chodzi sobie wzdłuż bajdaku, 50W ustach lulka zgasła;Myśli, patrząc naokoło,Gdzie dać boju hasło?Podkręciwszy czarne wąsy,

Za ucho czuprynę, 55Podniósł czapkę — stają czółna:„Niechaj wróg nasz ginie!Nie Synopę, towarzysze,Zapalić popłynę,

Na Carogród, do sułtana, 60Pojedziem w gościnę!”— „Dobrze, ojcze atamanie!” —Wkoło zahuczało.„Dziękuję wam!”

Włożył czapę. 65Znowu zaszumiałoSine morze. Wzdłuż bajdakuSpokojny znów chodziPan ataman i po fali

Milcząc okiem wodzi. 70

Comments

Loading comments…