Neofici

O, ulubieńcze Muz i Gracyj!Czekam na ciebie, cicho plączęI swoją dumę, smutne rymy,Poświęcam duszy Twej, Jedyny.

Przywitajże szczerem sercem 5Ty nasz wielki czarodzieju,Tę moją niebogę,Tę moją niebogę,Ty nasz wielki czarodzieju,Przyjacielu drogi!Bo choć moja duma biedna

I szara niestety, 10Ale z tobą się przeprawiSzczęśliwie przez LetęI na ziemię spadnie kiedyśJak płomień żałości

Ku przestrodze złym tyranom, 15Mordercom przyszłości.

Przebywam długo już w niewoli,Pod kluczem, jak złoczyńca srogi.Przez okno widać drogę, pole,

Cmentarzyk biedny, krzyż wysoki 20A na nim wronę. Oto cały

Mój widok. Cóż? I za to chwałaWszechmogącemu. Pocoś żyją,Rodzą się, mrą i w ziemi gniją

Ochrzczeni ludzie. 25Krzyż wysoki,Pomalowany, pozłocony,Widnieje na cmentarzu onym,W ustroniu nieco. (Ktoś tam leży

Nienajbiedniejszy!...) A na krzyżu 30Namalowany Chrystus Pan,Rozpięty za nas. Dzięki wam,Dzięki, sieroty, za ten złotyWysoki krzyż! Ja dzień po dniu

Przez okno mej więziennej celi 35W zadumie się przyglądam muA patrząc, modlę się do Pana.I wówczas dusza ma stroskanaNa chwilę milknie jak to dziecię

Już nakarmione. I czy wierzycie? 40Ma kaźń rozszerza ściany sweI śpiewa, płacze serce me,Do życia zrywa się i pyta,Pyta się Boga Najwyższego,

Pyta się wszystkich świętych Jego, 45Za jakie to, za jakie winyTen Nazarejczyk, Ten Jedyny,Jedyny Syn Maryji Panny,Męczony był i krzyżowany?............

Polecę duchem w czasy one, 50Kiedy wszeteczny Rzym z NeronemWśród orgij konał. A z ciemności,Z niedoli, nowy dzień jasnościWyłaniał się. Nad Kapitolem,

Nad Kolosseum nowe słońce 55

Wschodziło, a promienni gońcyPo całym świecie rączo biegli,Zwiastując ludziom słowo nowe.I przed tem słowem Chrystusowem

W nicości dumni władcy legli. 60O, duszo moja! W czasy onePrzenoś się, leć i jękiem-dzwonem,I trąb śpiżowych grzmiących głosemZ więziennych murów bij w niebiosy!

Przeczysta, między niewiastami 65Błogosławiona Matko ŚwiętaSyna tej ziemi Najświętszego!W niewoli nie daj zginąć pętach,Niech lata próżno mi nie biegą,

Strapionych ty pocieszycielko! 70Chciej zesłać Słowa łaskę wielką,Najświętszą daj mi prawdę nową,Oświecić racz mądrością wszelkąI racz ożywić ono słowo!

I ludziom żałość tę odtworzę, 75Jak boleściwa matka morzeŁzy krwawej lała w swej żałobie,Aż zapałała jej — jak Tobie —Światłość nieziemska i jedyna

Umęczonego Twego Syna! 80A Ty, Ty, Boga ziemska Matka,Tyś łzy wylała do ostatka,Że nie zostało kropli jednej!Łkam i zaklinam łkając: w biednej

Mej duszy niech się wzbudzi siła, 85Iżby płomiennie przemówiła;Ogromnym żarem niech rozgorzeI topi serca to orędzie,Po Ukrainie niech się wszędzie

Rozlewa jak kadzidło Boże,

Kadzidło prawdy! Tak niech będzie! 90

INie w naszym Bogu miłym kraju,Kiedy hetmani panowali,Ani za carów, lecz w przedawnejPrzeszłości, w rzymskich jeszcze czasach

Pleniła się bezecność ona, — 95Za Decyusza, czy Nerona,Nie pomnę już. Więc niechaj będzie,Że za Nerona. A, jak wiecie,W tych czasach Rosji jeszcze w świecie

Nie było. W rzymskim tedy kraju, 100Jak ta przeczysta lilja w gaju,Wyrosło dziewczę piękne, młode,Niewinne, istny cud przyrody.Więc matka, córką zachwycona

I jej młodością odmłodzona, 105O szczęściu marzy dla dziewczęciaI wśród młodzieży szuka zięcia.Znalazła. Wyprawiono godyWeselne i małżonkę młody

Zabrał do nowej swej gospody. 110Minął czas jakiś. Syna miałaI do penatów modły słałaO jego przyszłą dobrą dolę.Złożyła też na Kapitolu

W ofierze cenne wielce dary, 115A wzamian za te jej ofiaryKapłani pozwolili synaAlcyda, dziecko jej jedyne,Z ginajkionu przynieść progów

I przed posągi stawić bogów. 120

Cieszy się serce w matki łonie,Przed penatami ogień płonie,A synek zdrów i piękny rośnie.Urósł. Już wdzięczą się miłośnie

I uśmiechają się hetery, 125A światła ciągle przed WeneryPosągiem płoną.

IIWtenczas jużWschodziła najjaśniejsza z zórz

Nad Betleem — prześwięta zorza 120Miłości oraz prawdy Bożej,Pokój i radość i nadzieja...Ze złości wije się Judea,Faryzeusze jak te gady

Syczą i schodzą się na rady. 135Wreszcie — Golgota i krzyż święty,A na nim Chrystus Pan rozpiętyZa ludzki grzech. Pijani spaliCi, którzy Go ukrzyżowali,

Pijani Jego Krwią. A On 140Przez męki przeszedł i przez zgonI z martwych powstał w sławie, w słowie,Z którem to szli apostołowiePo całym ujarzmionym świecie.

III

I wtedy Alcyd, życiu rad, 145A z nim hetery młodocianeI koźlonogi Satyr-dziad,Cały ten orszak ich pijanyPrzy Via Appia w dąbrowie,

Zrzuciwszy szaty, Priapowi 150

Oddawał cześć. Aż oto, patrz!Apostoł Piotr, strudzony srodze,Do Rzymu idzie, a po drodzeWstąpił do gaju, by z ruczaju

Zaczerpnąć wody. „Pokój wam!” — 155Do rozbawionych rzekł łaskawieI orgję pobłogosławił.A potenl cichem, dobrem słowemZwiastował im naukę nową,

Naukę prawdy i miłości, 160Największą łaskę dla ludzkości.I oto stało się! PijanaGromada padła na kolanaPrzed apostołem świętym Pana,

A wstawszy, zjednoczeni w wierze, 165Poszli z nim razem na wieczerzę.

IVA w termach orgje wrą. Tam płonąŚwietlice złotem i czerwonąPurpurą. Z amfor wonne dymy

Rozwłóczą się. Cyprydzie hymny 170Chóralne — uwielbienia śpiewyŚpiewają, nagie niemal, dziewy.Wspaniała uczta wesołości!Na pysznych łożach leżą goście,

Śmiech, gwar. Wtem patrz! Hetery młode 175Siwobrodego starca wiodąDo sali. Stanął. I z ust jego,Ze starych, prawych ust świętegoSłowa jak olej popłynęły

Na mętne fale wesołości... 180Ucichła burza. Cud piękności,Królowa orgji tej — Cyprydy

Kapłanka nagle pysznem czołemBije przed starym apostołem,

Rozradowana. Wstaje, kroczy, 185A za nią cały ten ochoczyOrszak podąża w katakomby.A syn twój Alcyd? Ach! Czyż onbyMógł tu pozostać?

Poszedł społem 190Z innymi za swym apostołem,Nauczycielem świętym. Ty zaśWłaśnie w tej chwili z domu wyszłaśSpojrzeć na drogę, czy nie idzie

Twój Alcyd... Ale go nie widzisz! 195I zmierzch, i świt, a jego niemaI już nie będzie. Pusta chata...Modlitwę sama do penatówOdmówisz i wieczerzać siędziesz

Samotna, ale jeść nie będziesz. 200Bo łzy nie dadzą. Bez nadziei,Klnąc świat i siebie, posiwiejeszI umrzesz sama jedna, biedna,Daleka dla całego świata —

Jak trędowata... 205

VGłową wdółNa krzyżu zawisł Piotr Apostoł,A neofitów poczet został

Do Syrakuzów więzień statkiem 210Odwiezion w pętach.Twego synaAlcyda, dziecko twe jedyne,Jedyną miłość twą na ziemi,

Zabrali także i z innemi 215

Rzucili w te podziemia ciemne,Aby tam gnił. Ty, sama jednaZostałaś się. I błądzisz, biedna,Aż po Sybirze, czy tam raczej

Po Scytów kraju. Błądzisz, płaczesz, 220Szukając syna. Matka BożaNiech wam w niedoli tej pomoże, —Bo tyś nie sama. Niema chaty,Niema rodziny, siostry, brata,

By zapłakani nie chodzili, 225W ponurych lochach by nie gniliLub by ich w oddalonych stronach,W brytańskich, galskich legionachNie musztrowano...

O, ty srogi 230Neronie, wiedz, że Boży sąd,Prawdziwy, nagły, pośród drogiOsądzi cię! Ze wszystkich stron,Ze wszystkich dróg w szerokim świecie

Wolności umęczone dzieci 235Przylecą naraz i w kajdanachDokoła twego łoża staną,Łoża twej śmierci i... przebaczą.Bo są to bracia, chrześcijanie,

A tyś — ludojad i poganin, 240Despota wściekły!...

VINiewolnikówOgromne mnóstwo w Syrakuzach,W lochach i kaźniach. A Meduza

W szynku z dziadami śpi upita. 245Lecz wnet się zbudzi. W krwi i pocieUcztę urządzi wam, despoci,

Upoi was...Po całem mieście

Szukała matka swego syna 250I nie znalazła, aż nareszciePrzybyła do Syrakuz znowu.W więzieniu siedział jej jedynak,W kajdanach, ale do więzienia

Nie dopuszczono jej. 255NiebogaCzekała, jak na swego boga,Na niego.„Może — myśli — może,

Ta brama nagle się otworzy 260I może wyjdzie on w kajdanach,By przez więziennych stróżów gnany,Zmiatał ulice."W Rzymie święto,

Wspaniałe święto! Ludu mrowie 265Zaległo gród. WojewodowieZe wszech stron państwa, pretorjanieI cały senat, i kapłani,I liktorowie okrążyli

Kapitol. Idą, święty hymn 270Śpiewają, a z kadzielnic dymI z amfor ścieli się do nóg.W tym gronie kroczy cezar-bóg,A przed nim — czy widzicie? — oto

Figurę niosą szczerozłotą, 275Sobowtór jego.

VIIPrzedziwne święto urządziliPatrycyusze wraz ze starymSenatem carskim. Ponad miarę

Imperatora wychwalili, 280

Aż im obmierzły te pochwały;Więc aby skończyć raz ten całyPochlebstwa akt, postanowili,Że od tej wiekopomnej chwili

Cezar Jowiszem jest i — koniec! 285Stało się. I za gońcem goniecLeciał do wszystkich wojewodówZ radosną wieścią dla narodów,Że cesarz — bóg i nawet wyższy

Od najwyższego. Nakaz zgóry 290Dano, ażeby kuć figuręCezara-boga. I dodano,Tak, nota bene, że bóg nowyOdpuszczać będzie narodowi

Grzechy i winy. Lud się cieszył, — 295Jak ptactwo w ciepłe kraje, śpieszyłNa odpust ten do Rzymu. Ona,Nadzieją nową ożywiona,Przyszła też prosić boga. Biedna!

I czy to tylko ona jedna? 300Tysiące ich do Rzymu bramPrzybyło zdala.Biada wam!Kogoście tutaj błagać przyszli?

Komuście swoje łzy przynieśli? 305Komu przynieśli wraz ze łzamiNadzieje swoje? Pan Bóg z wami!Nieszczęśni, ślepi niewolnicy!Błagacie przecież po próżnicy,

Bo czyliż kamień litość zna? 310W niebiosach Pana Boga chwalcieI prawdzie boską cześć oddajcie,A reszta, reszta, mówię wam,To jeden wielki kłamstwa kram, —

I car i popi!... 315

VIIIPrzed Neronem,Na tron Jowisza wyniesionym,Modlili się senatorowie,Błagali łask patrycyusze,

Póki się nowy bóg nie skruszył 320I nie dał: temu PalestynęW dzierżawę tłustą, a drugiemuZ łożnicy swojej nałożnicęZa żonę, wprawdzie nie dziewicę,

Lecz taką, co już trochę stara, 325Zszargana, ale — z pod Cezara!I jeszcze inną bóg innemuOkazał cześć: wziął do haremuSiostrzyczkę jego. Na to bóg!

A bogom siebie my do nóg 330Winniśmy słać, nietylko siostryPod ich majestat.Rozkaz ostry

Dał pretorjanom: „Od tej chwili 335Wolno wam czynić, co zechcecie:My karać was nie będziem przecie,Albowiem bardzoście nam mili.“A wy plebeje-hreczkosieje,Czy nie modliliście się też?

Dlaczegóż na was on nie leje 340Tej strugi łask? „A bo to, wiesz,Oni miłować nie umieją Nas, biednych ludzi”.

IXWnet i za chrześcjan pozwolono

Zanosić prośby też do Pana. 345

Więc przyszłaś, biłaś mu pokłonyI miłosierny akt bałwanaZezwolił z więzień syrakuskichDo Rzymu chrześcjan wieść w kajdanach.

Więc radosna i wesoła 350Modliłaś się znowuDo nowego boga tego,A ten bóg łaskawy —Wnet zobaczysz, jaki obchód

Urządzi wspaniały 355W Kolosseum! A więc śpiesz się,Śpiesz się, ma jedyna,Na spotkanie swego syna,Śpiesz się, lecz, niebogo,

Nie licz zbyt na tego boga, 360Bo go nie znasz jeszcze!

XA tymczasem ku przystaniZ innemi matkamiAlcydowa rodzicielka

Idzie na spotkanie 365Neofitów. W sercu radość,Taka radość wielka,Że nie słowem, lecz śpiewaniemWielbiłaby swego

Dobroczyńcę i łaskawcę, 370Jowisza nowego.„Oto bóg nasz! A ja głupiaW Atenach szukałamJupitera!!” I znów kornie

Bogu dziękowała, 375Neronowi. I przez błotaPonad Tybrem szła z tęsknotą,Wyglądając statku,

Co wiózł syna jej.

Aż oto, 380Widzisz, widzisz, matko!Z poza gaju wypływają,A syn twój w kajdanachI do masztu przywiązany,

Już nie neofita, 385Lecz apostoł Chrystusowy,Na wszystko gotowy,Nie zważając na kajdany,Głosi słowo Pana:

„Nowy psalm, pieśń chwały nową 390Śpiewajmy przed PanemCałym chórem, z głębi serca,Głosem niekłamanym,Tympanami! Wznośmy psalmy,

Pana Boga chwalmy 395Bo On karze niegodnego,Nagradza dobrego.Godni łaski w sławy blaskuI na cichych łożach

Wśród radości uwielbiają 400Święte imię Boże.W dłoniach swoich dzierżą mieczeMiecze obosieczne,Aby dobry miał nagrodę,

Zły zaś — kary wieczne. 405Skują oni carów chciwychPęty żelaznemi,I powiążą niegodziwychWięzami ręcznemi.

I osądzą winowajców 410Według swego prawa,A dostojnym po wsze czasyBędzie cześć i sława!”

XIA ty na brzegu Tybru stałaś

Jakoby martwy, ciemny głaz, 415I nie słuchałaś, nie płakałaś,Lecz z resztą matek cnych wrazSwe „Alleluja!“ więźniom słałaś.Nito dzwon huczą kajdany

Na chrześcijanach, a twój syn, 420Jedynak twój, apostoł nowy,Przeżegnał się i temi słowyPrzemówił: „Bracia! Módlcie sięZa brata swego okrutnego

I w modłach swoich imię jego 425Wspomnij cie, lecz przed dumny tronNie nieście waszych kornych głów.Modlitwa — Bogu! Niechaj onSroży się i szaleje znów,

Niechaj proroka kamionuje, 430Niechaj nas wszystkich ukrzyżuje —Wnukowie oto już poczęciW niewieścich łonach. Nie mścicieleWyrosną z nich za dni niewiele —

Jeno rycerze Chrysta święci! 435Bez żagwi i bez miecza w dłoniPowstaną ci szermierze bożyI mrok przed nimi się ukorzy,I grzeszny świat im się pokłoni.

Więc, bracia, módlcie się! 440W kajdanachPrzed krzyżem Zbawiciela PanaModlili się wyznawcy jego... Sława,Sława wam, dusze czyste, młode,

Sława walczącym za swobodę, 445Po wszystkie czasy sława wam!

XIITydzień mija.Od tego czasu, jak do RzymuPrzypłynął okręt. Cezar pjany,

Przez siebie Dzeusem mianowany, 450Dzeusowi sprawia jubileusz.Szaleje Rzym. Bogate daryZwożą i kładą przed Cezarem.Chrześcijan pędzą niby trzodę

Do Kolosseum. Krew jak wodę 455Z nieszczęsnych toczą. Wściekł się Rzym.I gladyator, i senator,Obaj pijani. Krew i dymOdurza ich. Ostatki sławy

Pośród okropnych orgij krwawych 460Przepija Rzym. On stypę sprawiaPo Scypionach. Hulaj, starczeObmierzły! Ile sił ci starczy,Szalej w haremach! Z poza morza —

Czy widzisz? — wschodzi święta zorza! 465Nie sprawiedliwym gromem, świętymUśmiercą cię, lecz nożem tępymZarżną i jako psa obuchemDobiją cię!

XIII

Już drugi dzień 470Arena ryczy. Na arenieLibijskich piasków lśniące złotoPurpurą całe się czerwieniI w krwawe się zmieniło błoto.

Lecz neofitów syrakuskich 475Nie przywieziono jeszcze tam.Dopiero po trzech dniach strażnicyZ mieczami w ręku, jak rzeźnicy

Bydło, przygnali ich do bram

Tej strasznej rzeźni. Zaryczała 480Jak dziki zwierz arena cała,A syn twój podniósł dumne oczyI psalm śpiewając, śmiało kroczyNa miejsce mąk. Wtem Neron pjany,

Szalonym śmiechem roześmiany, 485Dał znak i z lochu lampart skoczył —Spojrzał, ofiarę swoją zoczył,Cisnął się i... krwi świętej strugiPolały się. Krzyk głośny, długi,

Ponad areną, przez podwórza 490Przeleciał jak szumiąca burzaI umilkł...A gdzież byłaś ty?Gdzie skryłaś się? Dlaczego zaraz

Na swego boga — na cezara 495Tyś nie skoczyła? Bo go strzegli,We trzy szeregi go obiegliLiktorzy, póki za nim bramNie zatrzaśnięto. Sama jedna

Zostałaś się bezradna, biedna, 500Z rozpaczą w sercu. „O, mój Boże,Kto mi poradzi i pomoże,Do kogo zwrócę się, u kogoPrzytułek znajdę?” I nieboga

Dokoła okiem potoczyła, 505Zachwiała się i uderzyłaGłową o twardy mur. Pod samą,Pod samą tą okropną bramąPadła jak trup.

XIV

A wieczorem Cezar święty 510Z liktorami swymi

Skrył się w termach. W Kolosseum,Niby na pustyni,Cicho, głucho. Na arenie,

Rzekłbyś, że coś płacze, 515Nad murami samotnemiKruk żałośnie kracze.A te mury, niby góry,Czernieją wśród miasta.

Ponad Tybrem, od Albano 520Cichy wiatr się szasta;Jak przez dymy, ponad RzymemKsiężyc krągłolicyPłynie sobie; odpoczynek

Niesie noc stolicy. 525I my tylko, AdamowePełne grzechu dzieci,Czy już nigdy nie znajdziemySpokoju na świecie?

Jak te psy za kość cuchnącą 530Żremy się, kąsamyI w dodatku znieważamyPraojca Adama!...

XVStarej matce — nocy siła

Sił dodała trochę; 535Więc podniosła się, błądziłaDługo w noc ze szlochemKoło bramy. Coś szeptała.Może przeklinała

Swego boga? Potem znowu 540Przyłożyła uchoDo tej bramy; nadsłuchuje:

Cicho tam i głucho.Wtem zaśmiała się... Rzuciła

Jakieś słowo, siadła 545Koło bramy zadumana,Podobna widziadłu...Aż naraz brama się rozwarłaI z Kolosseum, z rzeźni krwawej,

Na wozach wywieziono ciała 550Tych, co dla Bożej zmarli sławy.Z areny wieźli je do Tybru,Aby tam niemi karmić rybyNa stół cesarski.

Matka wtedy, 555Podniosła się, spojrzała wkoło,Dłońmi chwyciła się za czołoI szła wślad wozów tych czeredyNad Tybr. A Scyty szarookie,

Ci niewolników niewolnicy, 560Myśleli sobie, że MorokaZ podziemnej wyszła swej ciemnicy,By trupy grzebać. PowrzucaliDo wody ciała i z wozami

Próżnemi do dom odjechali. 565

I znowu pusto dookoła...Nad Tybrem stała i patrzała,Jak woda coraz szersze kołaNad ciałem syna roztaczała,

Aż wreszcie znikł ostatni ślad. 570A wówczas śmiech i krzyk i łkanieI pierwsze w życiu jej wołanieDo Tego, który zbawił światNa krzyżu.

I zlitował się 575Maryji Syn nad nieszczęśliwą

I życie i nadzieję żywąWlał w duszę jej. I poszła ona,Prawdziwą wiarą ożywiona,

580 W pańskie pałace i na place 580Targowe, aby głosić słowoChrystusa Pana!

Comments

Loading comments…