Perebenda

Perebenda stary, ślepy,Jego dobrze znają stepy,Bo się dziad ten wszędzie włóczyI przy kobzie pieśni mruczy.Naród Boży słucha dziadaI za pieśni dzięki składa;On im pieśnią wzmacnia siły,Choć samemu świat niemiły.Pod czeremchą lub kalinąDni i noce jego płyną,Bo zła dola tak go trzyma,Że i własnej chaty niema.Choć nad starą dziada głowąPożartował los surowo,On nie zważa, siedzi, śpiewa:Ej, nie szumcie w lesie, drzewa!Gdy mu piosnka sercem miota,Kiedy wspomni, że sierota,To potęskni i znów śpiewaPod cienistym dachem drzewa.

Tak na świecie żył nasz stary,A piosenek miał bez miary,

To o Czałym dumkę grzmocę,To Turkawkę zaturkoce,Wśród dziewczęcej pohulanki —Śpiewa Hrycia lub Wiośnianki,A młodzieży przy kwaterceSzynkareczką zrywa serce,A mężatkom śpiewać wolizłej teści i topoli,A na rynek kiedy zbacza,Gra Łazarza i bogacza,Lub z westchnieniem i gorycząNad kozacką płacze Siczą,By wiedzieli ludzie młodzi,Skąd upadek jej pochodzi.Taki duch był w Perebendzie,Pieśń i kobzę włóczył wszędzie,A jak pieśnię przysposobi,To co zechce z sercem zrobi,Pożartuje, jak umyślnie,Potem krwawą łzę wyciśnie.

Przez szerokie polne łanyWieje wicher rozhulany,Kobzarz siedzi na kurhanie,I gra piosnkę nieprzerwanie.Step, jak dojrzy ludzkie oko,Legł błękitno a szeroko,A mogiła przy mogile,A w mogiłach zmarłych tyle!Wicher głaska starowinęW siwe wąsy i czuprynę,To do ziemi aż przypada,By posłuchać pieśni dziada:

Jak nuta grzmi radością, lub czarną rozpaczą,Jak mu się serce śmieje, ślepe oczy płaczą...Posłuchał i poleciał...

Bo z pieśnią prorokaDziad ukrył się na stepie od ludzkiego oka,Aby wiatr dumkę rozwiał na przestrzeń stepową,Aby nikt jej nie słyszał, bo to Boże słowo.Już to mówi modlitwę Bogu i naturze,Już to dumka w kraj świata żegluje na chmurze,Albo, jak orzeł, piersią uderza w pierś słońcaI silnemi skrzydłami w błękit niebios trąca.I zapyta się słońca: jakie zbiegło kraje?Gdzie swoją noc przepędza, a gdzie ze snu wstaje?Zapyta fali morskiej, o czem ona gwarzy?Zapyta cichej góry, o czem dumki marzy?Pogada i znów leci w nadobłoczne kraje,Bo ziemia, choć szeroka, przytułku nie daje.Och! bo ten, co przeczuje, ten, co wszystko zbada,Gdzie się słońce niebieskie na nocleg układa,Co gwarzy fala morska z towarzyszki swemi, —Ten już nigdzie przytułku nie znajdzie na ziemi.On, jak słońce, sam jeden krąży na swej osi;Ludzie niby go znają, bo go ziemia nosi,Lecz gdyby się dowiedział sąsiad od sąsiada,Że on śpi na mogile, że z falami gada,Wyśmianoby dar Boży, co mu zaległ łono,Głupcemby go nazwano i precz odpędzono.

Dobrze czynisz, ojcze siwy,Że od świata skrywasz dziwy,Że natchnione twoje chwileOdprawujesz na mogile.

Ej, gołąbku! czyń swe dzieło,Póki-ć serce nie zasnęło,Czyń swe dzieło w mogił ciszy,Niech go człowiek nie posłyszy;

By nie śmiała się gromada.Potakiwać jej wypada:

Skacz, jak każą, pan zapłaci,Wszak panowie są bogaci...

Tak na świecie żył nasz stary,A piosenek miał bez miary;Pożartuje, jak umyślnie,Potem krwawą łzę wyciśnie.

Comments

Loading comments…