Radziła wieś…
RADZIŁA WIEŚ…
Radziła wieś: „Nie rzucaj matki!“A tyś rzuciła, poszła w świat.Szukała matka parę latI nie znalazła. Płacząc, zmarła.Przestały mówić i sąsiadki,I wreszcie pamięć się zatarła.
Dom w pustce. Izby wiatr zakurza.Pies powędrował gdzieś z podwórza.W zwilczałym sadzie błędne owceW dzień szczypią osty i żarnowce,A w noc puszczyków smętny trenSąsiadom z powiek płoszy sen;I ten barwinek twój krzyżowyNa ślubny wianek dla twej głowy,Łopiany zagłuszyły, szczaw;Wysycha w gaju czysty staw,Gdzieś ty nurzała pierś swą ongi;Gaj smuci się, i ptak z połągiOddawna żaden już nie śpiewa —I ptaki z tobą odleciały;Żałobę z zielsk jar przywdział cały,Zgarbiły się wierzbowe drzewa.Już niema w jarze twej krynicy,I ścieżkę, którą stopy młodeDeptały, biegnąc w jar po wodę,Krze tarnin kryją i brusznicy.
Odeszłaś w świat po walce z trwogąI wstydem… dokąd? w którą stronę?Czyś na obczyźnie?… i do kogoPrzyrosły ręce twe toczone?
Ach, szepce mi me biedne serce,Żeś ty w pałacach rozkosznicą —I nie żal ci za swą świetlicą,I że ten dom wasz w poniewierce.
Szczęśliwa bądź do śmierci, miła!By nie obrzydły ci dostatki,Byś nigdy Bogu nie bluźniłaI nie przeklęła własnej matki!
Comments
Loading comments…