W więzieniu liczę dni…
W WIĘZIENIU LICZĘ DNI… (URYWEK.)
W wiezieniu liczę dni i noce,Już i liczyć trudno!O Boże mój, jak te wszystkieDni mijają nudno!A za nimi rzeką cichąPłyną moje lataI unoszą zło i dobroHen, na krańce świata;W dal unoszą, by nie zwrócićJuż nigdy niczego…I nie módl się, bo przepadnieModlitwa do Niego.
Pośród burzanów błotną rzeką,Za porą tą, co już daleko,Upłynął smutno trzeci rok;Trzy lata te uniosły w świat,Com jeszcze w ciemnej krył komorze,Cichaczem zniosły w morze, w mrok;I cicho pochłonęło morzeNie złoto, ani srebrny grad —Jedyny ten mój skarb i plon,Tę nudę mą, te moje żale,Te niewidzialne me skrzyżale…Niewidny pisał mi je trzon…
Oto czwarty rok już mijaCicho i powoli,
Czwartą z rzędu rozpoczynamKsięgę tu w niewoliW hafty wzorzyć… WyhaftujęWłasną krwią i łzamiMą niedolę na obczyźnie:Słowo tylko mami,Słowem nigdy opowiedziećNikomu nie zdolęPrzekleństwa życia! Niema słów,By wyznać niewolę!O, niema słów i niema łez,Przeszła wszelka trwoga,Już niczego niemasz wokół,Niemasz nawet Boga.Niema na czem ócz zatrzymać;Przed kim zwierzyć duszę?Żyć obrzydło mi na świecie,A żyć muszę, muszę!
Comments
Loading comments…