Glosa (Św. Teresa)
Translated from Spanish by Lucjan Siemieński
Żyję, nie żyjąc w sobieW wyższe się życie wydzieram —Z nieumierania umieram.
Miłością z Bogiem złączonaCała w Panu moim żyję.On jeńcem mojego łona,Swobodniéj serce mi bije.
Lecz Boga trzymać w niewoli,Uczucie moje się wzbrania, —To boli, ach srodze boli,Umierać z nieumierania.
O jakże długie to życie,A to wygnanie jak mączy!Kiedyż się męki skończycie,Kto mię rozkazuje z obręczy?Czytam już w moim wyrokuNierychły koniec wygnania.Miecz srogi tkwi w moim boku —Umieram z nieumierania.
Żywot mam struty goryczą,Bo Ciebie nie mam o Panie!Choć miłość poi słodyczą,Zabija oczekiwanie.O Boże! zdejm ze mnie brzemięCo mię w tę turmę pochłania —Błagam! wydobądź-że mięBo umrę z nieumierania.
Że wytrwam w próbie wygnańczéjSłodka nadzienadzieja mię krzepi;Że śmierć mi życie wyniańczy,I z życiem złączy mię lepiej.O śmierci! Dawczynio życiaStaw się na moje wołania:W chwili twojego przybyciaWraz umrę z nieumierania.
Nie żyję już sama w sobie,A żyć bez Boga nie mogę;Cóż z sobą bez Niego zrobię,Jak życia przebędą drogę?Sto śmierci na mnie tu czycha;Od zguby nic nie zasłania —A choć się życie uśmiécha, —Umieram z nieumierania.
Ten żywot który tu sączę,Życia się ujmą nazywa —I za nim z Tobą się złączęJam ciągle jakby nieżywa.
O Boże! usłysz gdy wołamOd zmroku aż do świtania;Zniszcz mię, życie we mnie połam,Niech umrę z nieumierania.
Patrz na tę miłość szaloną,O życie! przestań mi ciężyć —Bo chcąc być z tobą złączoną,Pierwéj cię trzeba zwyciężyć.O Śmierci! o słodki gończe!Przyspiesz chwilę rozwiązania:Niech raz już ze światem skończęI umrę z nieumierania.
Tylko w nadziemskim tam świecieWita nas życie prawdziwe —Dopóki śmierć nas nie zmiecieZnamy rozkosze wątpliwe.Śmierci! niech żaden z twych ciosów,Mej głowy już nie ochrania —Grób jest przedsionkiem niebiosów —Umieram z nieumierania.
Czemże odpłacę Ci Boże!Coś w piersi zamieszkał mojéj?Życie Ci oddam w pokorze —Ta strata z Tobą mię spoi.A że tylko przez śmierć mogęZdobyć ten przedmiot wzdychania —Więc się wydzieram w tę drogę —Umieram z nieumierania.
I coż po życiu, skazanéjŻyć tak od Ciebie daleko?!Takie życie, to kajdany,To trumny gniotące wieko.Już się i sama litujęMękom długiego konania —Gdy niebo mąk mych nie czuje,Umieram z nieumierania.
Ryba bez wody nie długoMęczy się i zaumiera —Śmierć dla cierpiących przysługą,Im prędzej ich ztąd zabiera.A moje życie rozpięteNa katowni rusztowania.O kiedyż będzie przecięte!Umieram z nieumierania.
Chociaż doznaję ulżenia,Gdy Cię widzę w Sakramencie,Cierpień to moich nie zmieniaBo w sercu jedno łaknięcie,I silniej palą tęsknice,I oczom mgła wciąż zabraniaOglądać Twe boskie lice —Umieram z nieumierania.
Choć serce żywi nadziejęŻe ujrzy oblicze Boże,A przecież ciągle truchleje,Że odepchnięte być może.
W nieustającej tej trwodze,W niepewności spodziewania.Panie! daj pomoc niebodzeNiech umrę z nieumierania.
O Boże! moja ufności!Weź tę śmierć a daj mi życie —Niech lecącą w kraj światłościNie krępuje to powicie.Patrz! jak mrę by co prędzéjMieć szczęście Cię oglądania —Bez Ciebie zmarnieć mi w nędzyUmieram z nieumierania,
O śmierci za tobą płaczę.Życia odtrącam uśmiechy —Póki na życie tułaczeSkazanam za moje grzechy.Kiedyż się spełnią o Boże!Te moje oczekiwania —I ziemskie brzemię to złożę?Niech umrę z nieumierania!
Comments
Loading comments…