Pastorałka (Ponad góry, nad doliny...)
Ponad góry, nad doliny,ponad lasy, nad polany,cztery gwiazdy zaświeciły,dwa miesiączki się zatliły,rzeki płyną dolinami,jako węże zboczeniamichmury pędzą pod wierchami,jako owce kierdelami,w jedlach ptacy se gwizdają,w lasach zwierze się zwabiają,tam w dolinie w szałasyludzie się zwołują,tam pod wierchem, pod lasem,owce się zbekują,tam w dolinach muzykina drumli, na kozicach,tam w przysiedlach kulikiw ciasnych stancjach, izbicach.Cosi się tam sposobi,cosik się ma ku sobie.— — — — — — — — — —
A co tak brzęczy, czy to wesele.jak klucze na obręczy, jak organ w kościele?
A dyć się to muzyki mają k’Betleem.a dyć się to drużbowie pasą weselem,a to się druhny bogato stroją,a to im się konisie ledwie ustoją.(A weselehuczy, buczypo buczyniepo kłobucy).
Bu-bu-bu-bu,czerwielina czerwielu,hu-hu-hu,hej buczyna buczynu.
Że was to smutek nie garniew talichtakich górach wysokich,a że wam to wszystko śwarnieidzie w ton szeroki,i że was tak dusza swędzi,i że wam ciało nie zrzędzi,że tak chodzicie kontenci,jak gołębie, jak święci,a że patrzycie kanciastojeden za półsta i za sto.
Jest to muzyka, jest to wesele,idzie z różdżką, dróżbami w Betlee.Taka to już natura jest nasa,bośmy są od wierchów, od lasa,bośmy są, jako orłowie swywolni,bo jako lisy i wilki my wolni,od radości do smutku u nas pół mili,bośmy słowami sami się uczcili.
O, ludzie, moi ludzieco w świecie żyjecie!O, góry, moje góry,co niebo bodziecie!Oj, ptaki, moje ptaki,co niebem pływacie!
Oj, ryby, moje ryby,co w wodach pluskacie!Oj, wody, moje wody,ku morzu się macie!Oj, rozwiejcie się smutki,zwiejcie żałobnoście,rozwiejcie się od ludzi,za góry się noście!
A teraz zbystra i zwolnagrajże nam, muzyczko swywolna,grajcie nam, skrzypeczki, maleńko.grajcież nam, fleciki, na cienko,huczcież nam, basiska, grubaso,naróbcież dużo hałasu.Niech wiedzą w Betleem, w krainieże ich wesele nie minie.Niech Józef i Panna usłysząi Dzieciąteczko kołyszą,Niech się raduje Jezusina,że u nas harnaśna jest mina.— — — — — — — — —
A tam na środku, w stajni ze słomyklęczy Panna Marja, Józef znikomy,Dzieciątko Jezus, jak kukiełeczka,śpi sobie w żłobie koło stołeczka,a Marja: Huś, huś, lulej troszeczkę,a Józef se kurzy, pali fajeczkę.A są tam aniołowie, przylecieli z nieba,ruszają skrzydłami — pawiów ogonami.A są tam gołębie, zlecieli od grani.Nadleciały cietrzewie, kłaniają się Pani.A w szopie, przy żłobie, wół się szamoce,a osioł nieborak pyskiem mamroce.Wół, osioł na siano parą duchają,wół, osioł przyklękli, czuwają cichają.
Przeszliśmy przez potoki Dunajce,przeszliśmy drogi przez światy na krańce,stanęliśmy przed stajnią, przed progiem,kłaniamy się przed Bóstwem, przed Bogiem;przyszliśmy tu z dobrem słowem i z graniem,przyjmijcież nas wesolutko — zostaniem,położymy parę darów przed progiem,zagramy i zatańczymy przed Bogiem.
O, moje basicki, oj grube, oj grube,pękateście, jak górecki, oj hrube — oj hrube,i ty, moja skrzypecko — ptaszecko,
zaświergotej po strunach zdziebecko, zdziebecko,Wy moje fleciki i kobzy pękate — pękate,zaświszcie se, jak po wirchach kozice rogate — rogate.
Zatańczę se koło proga w chałupie — w chałupie,nie będę stał z moją druhną przy słupie — przy słupie.
Dyć to drużba taki skory do tańca,ale w karczmie przy szklaneczce obrońca — obrońca.
Jak się łąki, jak się hale ucisą,pognam wołki, pognam capy na Cichą,jak na halach ja barany odkrzycę,a tymczasem niosę Pannie żeńtycę — żeńtycę.
Wojował ja w Miklasie i w Śpisu,zawezwał mnie w Uhrach żandarm do spisu — do spisui nie znalazł atramentu, ni pióra,bo mój kamrat mu oberwał medale z mundura — z mundura.
Nie dziwcie się, że ja tańczę, ja czarny,bom se pojadł na śniadanie pół sarny.Niech mnie strzelcy nie gonią od Hamrów — od Hamrów,bo w Smreczyńską na polany idę znów — idę znów.
Żeby nie ten Jezusowy w stajni dwór,zatańczyłbym ja tu z tobą na umór — na umór,lecz mi trochę mały Jezus tu wadzi,że nie chcę się z tobą wadzić przy boskiej czeladzi — czeladzi.
O, wy bracia, wy zwierzęta, tu w nędzy,nie macie ani fortuny ni złotej przędzy,bądźcie w zgodzie, jako gwiazdy na niebie razem,odegnajcie z siebie pychę Bożym rozkazem.
Dośpiewuje jak możeweselisko w tej porze,tańczą wszyscy wokołoprzed stajenką, stodołą.Mały Jezus kontenty,Marja i Józef święty,że w lichocie i biedzietan przed nimi się wiedzie
Że was to wesołość tak wzięła,że was ni smutek, ni bieda nie ścięła,jak się smreki pną w górę do nieba,człowiekowi radości potrzeba.
Ziemia się przed słońcem skłoniłai na niebie gwiazd wielkich jest siła,co na słońce patrzą się z miłością,tak i człowiek goni za światłością.
Ej, ludzie, moi ludzie — ej, cosik się kroi,a dyć tam nad Betleem gwiazda wielka stoi.
Jakieś idzie wojsko, jakieś cugi jadą,jakieś się panowie tu toczą gromadą...(Wesele spoziera,stanęło — nie grało,na niebie się słońcez dziwu obracało).
Nadjechali w karetyw cztery konie dzianety,z dzwoneczkami, ze służbą,z murzynami i z drużbą,sąsiek srebrny i złoty,przecudownej roboty,przed szopą go stawiają,Jezusowi kłaniają.
Z dalekich stron idziemy,od morza się niesiemy,Gwiazda nas tu wołała,lasy, rzeki mijała.
Lasy, rzeki minęli,przed stajenką stanęlii klękamy przed progi,gdzie Król mieszka ubogi.
Złoto, mirę, kadzidło,rozmaite bawidłoJezusowi niesiemy,dobre słowo powiemy.
Wędruję ja po niebie,światło zbieram dla siebie,Jezusowi zaświecę,słońce w stajni rozniecę.
Biją pokłony królowie magowie,padają na ziem ich słudzy rabowie.wielbłądy klękają, chorągwie wiuchająpasterze tańczą — muzyki grają.
W onej godzinie, w tym czasie,w tym betleemskim popasie,weselą się zwierzęta, słudzy, królowie,weselą się ubodzy, biedni ludkowie,Muzyki dudnią, ptaki śpiewają,słońce, miesiąc i gwiazdyzłoto w szopę rzucają.Ziemia się kręci rada w tej chwili,a małe Dzieciątko z radości kwili.
Paryż — Warszawa, 1926.
Comments
Loading comments…