Pastorałki (Było to czasu onego...)
Było to czasu onegoz Betlejem miasta lichegorozeszły się takie wieściże Józef cieśla ubogigości prosi w swoje progioto Marja Jego miław szopie Dzieciątko powiłai schodzili się ludkowieJego bracia kumotrowieschodzili się dziwili sięi dzieciątku patrzeli sięa Józefa nie stać byłoaby złotem im świeciłoani pańskich szat nie mieliani łóżek, ni pościelini pierzynki, ni poduszkini kołyski, ni pieluszkiw żłobie siano położylii tam swe Dziecię uśpiliaż wnet od wieczornej zorzesłońce, co już nie gorzeod gór w niebo zawróciłodach stajenny ozłociłoi wnet z nieba białopióresrebrnych synogarlic chóryaniołowie się zlatująi Dzieciątku usługują
Gabrjel (o złotych skrzydłach)Marjo możeś zmęczonamożeś czuwaniem zemglonaspocznij, a ja ukołyszęja Dzieciątko uciszę
Michał (o srebrnych skrzydłach)może co potrzeba Panimoże miodu dla Asania ja ze śpiżarni, z niebakażę przynieść co potrzeba
Serafin (o ognistych skrzydłach)mamy w niebie i muzykii wesołe pacholikiniechaj przyjdą, niech zagrająi was tutaj zabawiają
Chór Aniołów (do siebie)zanim słońce się obróciniech kilku do nieba wróciby przynieść spyżę Królowiaby służyć Jezusowi
(Serafiny, Aniołowieświęci Archaniołowiewiją złoto w motowidłarozłożyli białe skrzydła
przed Dzieciątkiem powiewająjego ciało ochładzają)
Kowal Jan (wchodząc)a to się dzisiaj zdarzyłoa to się dziwnie spełniłozwiedział się już lud pasterzykażdy z darami tu bieżyspieszą bace i juhasyczarowniki skotopasyjeden drugiego prześcigakażdy podarunek dźwigaja też dary przysposobięJezusowi przypodobię...
(wchodzą Pasterze. — Chórem)powiadali nam w dolinieże Jezus król tu ninieże urodził się Zbawicielwszego świata Odkupicielczyście tu nie widzieliDzieciątka małegocieśli Józefa, Marji Matki jego
Kowal Jantakoż, przyjaciele milituście do stajni trafilido Dzieciątka, Matki Jegoi do Józefa starego
Chór pasterzyotóż, mój Józefie staryprzynosim wam tu dary
co kto znalazł, co kto możeco miał w domu i w oborze
Józef (do pasterzy)o moi mili ludkowieBóg wam zapłać za te słowiejakoże w tej świętej chwiliDzieciąteczkoście uczcili
Baca Onufryod Chochołowa wilcy nas gonilikażdy w te pędy, wszyscy się śpieszylici barana za kudły, a tamci w kobiałceprzynoszą co mają — po masła osałce
Baca Florjanjuhas Tomek prowadził tu capa za rogiwilcy mu go porwali — zostawili rogi
Baca OnufryWalka, mocny Boże, wilcy turbowaliledwie go tam nasi chłopcy zratowali
Waleka gonił ci mnie ten zaciekły zdrajcauciekałem po śnieguwpadłem do Dunajcaa biegając po lodzie z tej ogromnej trwogizgubiłem kęsi kierpec z lewej nogi
Pasterzeha, ha, ha, ha, ha, ha
wszycy się radują w onej godziniegrają, tańcują, skaczą w doliniepasterze się weselą, na kobzie grająaniołowie śpiewają,skrzydłami wiuhająa od wschodu gwiazda idzie jasnatoczy się po niebie, jako róża krasnaa z gwiazdą postępujązwolna Trzej Królowietrzej ze wschodu idą monarchowieweszli do szopy — padli na kolanabiją pokłony przed żłobem Pana
Kasperkrólu nad królami zdawna żądanyprzez wszystkich prorokówprzepowiadanyza gwiazdą od wschodu co nam świeciłaidziem znachodzim co nam ziściła
Melchioridziemy przez puszcze, przez góry, lasyBóg się nam narodził w te święte czasyprzepowiedziane niechaj się staniepokłony nasze przyjmijże, Panie
Baltazarprzyjmijże także nasze daryz kryształu, ze srebra, ze złota czaryi różne kukiełki, różne bawidłaa w puzdrach złoto, mirę, kadzidła
Aniołowie chóremBoże, niech będzie miłość nad niemii spokój ludziom na ziemi
pasterze tańczyli, muzyka grałaDzieciątko spało, Marja czuwaławół osioł wół osioł na żłób chuchalii swemi oddechy Jezusa grzali(1923)
Comments
Loading comments…