Pastorałki — całość
Ho la o lapastyrze łode poladu dy u dypastyrze łode budyidźcie do stayenkido świentéj Panienkii Grzegórz karbowypisarz prowentowy
hu hu u hubieżajcie co duchuekonom kulawywstańcie wszyscy z ławyi ty Józek spyrkazłaźże z tego wyrkaod miodu i strawyty Franek kaprawyidźcie do stayenkido świentey Panienki
ho la o lapastyrze ze polaweźcie dwa baranymóy Yanie kochanymiodu ze dwa dzbanysyrek pobiélanycepy i siekiéreskrzypeczki i liręwilcy się zwiadująu — a nawołująbarana porwaliw boru rozerwali
z krzywemi rogamiz czornemi kudłamizebrali się chłopyi przyszli do szopypo śniegu po grudziedziwili się ludzieprzyśli do stayenkido świentey Panienkiwół osioł chuchayągłowami kiwająprzylecieli ptacycip cip cip cy a cypastyrze bekayąna skrzypeczkach grayąa Katjek na drumlia – u Burek skumlitiu – li u – linie bec przy matulii basista hu – hugładzi bas po brzuchustanęli w stayenceprzy świentéy Panience
wchodzą trzej królowiew koronach na głowieze garbatym wielbłondemprzyechali londemi piéknie ubranizłotem haftowaniznoszą wielkie daryw szkatule talarye mu e mu
gwarzą po swoyemuli li li li i liwszyscy się dziwilia Dzieciątko kwilipastyrze klękayącuda oglądayągwiazda zaświeciłana niebie zatliła
nad szopą schyliłau by u by mu bypoklękały bubytiu li tiu li u liuśniyże matuliw słomianej stayenceprzy świentey Panience(1919)
Rozeszła się po dolinachpo dolinach po zboczynachprzejasna nowinaPanna rodzi synazlecieli się do stajenkiwszyscy ptakowieleśni grajkowie muzykantowiezleciały grzywacze, gołębiezasiadły na skraju na zrębiezleciały siwe sokoły, orłowiezięby, czyżyki i dzięciołowiezleciały szczygły i kowalikiśpiewaki leśne, muzyki
a gołębie
gru hu, gru hu, gru hudzieciąteczku pod główeczkę puchua orłowie: kwilu, kwilua czyżyki: milu, milua drozdy a kosyfi fiu, fi fiudrą się w niebogłosy
(ze świętej stajenkiwyszedł Józef stareńki)
Józef (do ptaków)a cicho już, a cicho, cichojcienie krzyczcie już, nie śpiewajcie
czy wam to po gajach po polach zamałoże wam się tu rozgwaryprowadzić zechciało
Oreł (do Józefa)nie gniewaj się stary Józef mój paniebośmy tu zlecieli do Jezusa na powitaniejakośmy się razem zebralikażdy jak umie tak Pana chwali
Gołębiea gru hu, a gru huprzynosimy Jezusowina pierzynkę puchu
Sokołya kwili, a kwili, a kwiliradujmy się moi bracia w tej chwili
Wszyscy ptakowie(wygwizdując wyśpiewując)a ty Józefie nas stąd nie wyganiajżeśmy tu zlecieli opowiedz Paniejco przyrzeczone nam byłoto teraz się spełniło..............
tak gdy mili ptakowie sobie gwarzyłysame zawory u szopy się otworzyłyjasne promienie żłób oświeciłyrozwarła się z promieni zasłonaMarja z dzieciątkiem u łona
Aniołowie wokół latająwół osioł wół osiołgłowami kiwająradośni ptakowie śpiewają furgajągóry się i lasy przed szopą kłaniają(1920)
Tiurli, tiurli — tiurli, tiurlitak muzyczka gratak muzyczka graa tam w szopielen, konopiea tam w szopiezboże w kopieklęczy Józef, klęczy Marjaa Dzieciątko, niebożątkona sianie se śpina sianie se śpi............a tam w szopiechłop przy chłopiebaca bacy szepce jacypiékne dziécie wydarzonerączki, nóżki utoczonepiékne dziécie to............nadszedł KubaWicek Kubie kożuch skubiei figluje i żartujeczysto piéknie rezonujepiékne dziécie to
Kubaa ty francie, zbereźnikua ty Wicku ochlaśniku
nic nie gadaj, cicho siadajdziécie piéknie wydarzonerączki, nóżki utoczonecożeś przyniósł mucożeś przyniósł mu
Wicekej ty Kuba od Bachledyzawsześ raźny do zberedynic nie gadaj, cicho siadajcoś ty przyniósł mucoś ty przyniósł mu
Kubaja dwa sérki, dwa pogmyrkiparę króli, trochę gruliosałeczkę masła małąbeczułeczkę miodu całą
Wiceka ty Kuba, przechwalnikua ty francie, zbereźnikunie przechwalaj sięnie przechwalaj sięja mu przyniósł mało wielaa ty Kuba od Opielanie przechwalaj sięnie przechwalaj się
ja mu przyniósł gołąbeczkai w klateczce szczygiełeczkai dwie zięby, piéknogębyzaśpiewają, to po lesiewiater niesie hej
Bacaej, tam chłopcy moi milinie kłóćcie się w takiej chwiliuciszcie się, pogódźcie sięboście dziécię przebudziliDzieciątko się rozpłakałopieluszki se rozkopało............(Gdy to mówi, wszyscy w strachubo we drzwiach się pokazałowilczysko, zwierz to znanyco dusi owce, barany)
Wilk (z baranem na plecach)panie Jezu, panie Jezudarujże mi żem jest wilkżem wszedł tu do wsii com złowił niosę ciau, au...(kładzie barana na ziemi)
Baranbe, be, beze dwie staje niesie mebardzo potłukł mebe... e... e
(od żłobudziecię rączkę wyciągnęłoi ku wilkowi skinęło)............(pastyrze wilka huziajądo pola go wyganiają)
Pastyrzehej, huź na polety dziki psie, mongolehuź, ha, do lasana Uhry, do Miklasa............(wilk uciekaa tu spiekaw szopie jasnarobi sięgwiazda jasnajutrznia krasnaco na niebie tliła sięnad szopą schyliła się)............
Pastyrze (chórem)bracia baczciebracia patrzciejaką łunąnaszą stronąniebo pali sięczy Betlejem pali się............a tu z polaod Podolawielka zgraja
z wielbłądamiz murzynamiz rabami niewolnikamiz papugamii małpamitrzej panowietrzej Królowietrzej ze wschoduMonarchowieklęcząmają
złoto, mirę i kadzidłoi kiwająi kłaniająsię............a muzyczka tiurli tiurlitak muzyka graa tam w szopie o tej dobiena sianeczku w twardym żłobieDzieciąteczko śpiDzieciąteczko śpi(1922)
w olbrzymiem mieście biegną ludziew olbrzymiem mieściew olbrzymiem mieście tańczą kwiatyw olbrzymiem mieściehej kolenda kolendaw olbrzymiem mieście idzie wiljaw olbrzymiem mieściew olbrzymiem mieścieśmieją się dzwonyw olbrzymiem mieściehej kolenda kolendaw olbrzymiem mieścieśmieją się dzieciw olbrzymiem mieściew olbrzymiem mieście niosą drzewka
w olbrzymiem mieście śledź polewkaw olbrzymiem mieście
w olbrzymiem mieście szczuta psamisunie nędza zaułkamiw olbrzymiem mieściew olbrzymiem mieściehej kolenda kolendaw olbrzymiem mieście za szybamiw olbrzymiem mieściestoją drzeweczka z zabawkami
w olbrzymiem mieściew olbrzymiem mieście za oknamistoją łóżeczka z laleczkamihej kolenda kolendaw olbrzymiem mieście alejamiw olbrzymiem mieściejadą saneczki z dzwoneczkamihej kolenda kolendaw olbrzymiem mieście po kościołachw olbrzymiem mieścieśpiewają pieśni o aniołachw olbrzymiem mieściehej kolenda kolendaw olbrzymiem mieście dla uciechyw olbrzymiem mieściehej kolenda kolendadmą organiści w dudomiechyw olbrzymiem mieście posłuchajciehej kolenda kolendawszyscy do szopy pospieszajciehej kolenda kolendaMarję z dzieciątkiem powitajciehej kolenda kolendapięknie zagrajcie zaśpiewajciehej kolenda kolendai Józefowi się kłaniajciew olbrzymiem mieście(1922)
Było to czasu onegoz Betlejem miasta lichegorozeszły się takie wieściże Józef cieśla ubogigości prosi w swoje progioto Marja Jego miław szopie Dzieciątko powiłai schodzili się ludkowieJego bracia kumotrowieschodzili się dziwili sięi dzieciątku patrzeli sięa Józefa nie stać byłoaby złotem im świeciłoani pańskich szat nie mieliani łóżek, ni pościelini pierzynki, ni poduszkini kołyski, ni pieluszkiw żłobie siano położylii tam swe Dziecię uśpiliaż wnet od wieczornej zorzesłońce, co już nie gorzeod gór w niebo zawróciłodach stajenny ozłociłoi wnet z nieba białopióresrebrnych synogarlic chóryaniołowie się zlatująi Dzieciątku usługują
Gabrjel (o złotych skrzydłach)Marjo możeś zmęczonamożeś czuwaniem zemglonaspocznij, a ja ukołyszęja Dzieciątko uciszę
Michał (o srebrnych skrzydłach)może co potrzeba Panimoże miodu dla Asania ja ze śpiżarni, z niebakażę przynieść co potrzeba
Serafin (o ognistych skrzydłach)mamy w niebie i muzykii wesołe pacholikiniechaj przyjdą, niech zagrająi was tutaj zabawiają
Chór Aniołów (do siebie)zanim słońce się obróciniech kilku do nieba wróciby przynieść spyżę Królowiaby służyć Jezusowi
(Serafiny, Aniołowieświęci Archaniołowiewiją złoto w motowidłarozłożyli białe skrzydła
przed Dzieciątkiem powiewająjego ciało ochładzają)
Kowal Jan (wchodząc)a to się dzisiaj zdarzyłoa to się dziwnie spełniłozwiedział się już lud pasterzykażdy z darami tu bieżyspieszą bace i juhasyczarowniki skotopasyjeden drugiego prześcigakażdy podarunek dźwigaja też dary przysposobięJezusowi przypodobię...
(wchodzą Pasterze. — Chórem)powiadali nam w dolinieże Jezus król tu ninieże urodził się Zbawicielwszego świata Odkupicielczyście tu nie widzieliDzieciątka małegocieśli Józefa, Marji Matki jego
Kowal Jantakoż, przyjaciele milituście do stajni trafilido Dzieciątka, Matki Jegoi do Józefa starego
Chór pasterzyotóż, mój Józefie staryprzynosim wam tu dary
co kto znalazł, co kto możeco miał w domu i w oborze
Józef (do pasterzy)o moi mili ludkowieBóg wam zapłać za te słowiejakoże w tej świętej chwiliDzieciąteczkoście uczcili
Baca Onufryod Chochołowa wilcy nas gonilikażdy w te pędy, wszyscy się śpieszylici barana za kudły, a tamci w kobiałceprzynoszą co mają — po masła osałce
Baca Florjanjuhas Tomek prowadził tu capa za rogiwilcy mu go porwali — zostawili rogi
Baca OnufryWalka, mocny Boże, wilcy turbowaliledwie go tam nasi chłopcy zratowali
Waleka gonił ci mnie ten zaciekły zdrajcauciekałem po śnieguwpadłem do Dunajcaa biegając po lodzie z tej ogromnej trwogizgubiłem kęsi kierpec z lewej nogi
Pasterzeha, ha, ha, ha, ha, ha
wszycy się radują w onej godziniegrają, tańcują, skaczą w doliniepasterze się weselą, na kobzie grająaniołowie śpiewają,skrzydłami wiuhająa od wschodu gwiazda idzie jasnatoczy się po niebie, jako róża krasnaa z gwiazdą postępujązwolna Trzej Królowietrzej ze wschodu idą monarchowieweszli do szopy — padli na kolanabiją pokłony przed żłobem Pana
Kasperkrólu nad królami zdawna żądanyprzez wszystkich prorokówprzepowiadanyza gwiazdą od wschodu co nam świeciłaidziem znachodzim co nam ziściła
Melchioridziemy przez puszcze, przez góry, lasyBóg się nam narodził w te święte czasyprzepowiedziane niechaj się staniepokłony nasze przyjmijże, Panie
Baltazarprzyjmijże także nasze daryz kryształu, ze srebra, ze złota czaryi różne kukiełki, różne bawidłaa w puzdrach złoto, mirę, kadzidła
Aniołowie chóremBoże, niech będzie miłość nad niemii spokój ludziom na ziemi
pasterze tańczyli, muzyka grałaDzieciątko spało, Marja czuwaławół osioł wół osioł na żłób chuchalii swemi oddechy Jezusa grzali(1923)
PROLOG I
Słoneczko nie zaszłomiesiączek weszedłod gór od lasów muzykagwar wesołego kulikadudni po polach po lasachna okienicach, na szybachmrozem malowanekwiaty srebrzanezłotem przetkaneżarzą się drzemiąw świetle się mienią
szli do Betleemcałą hurmą, weselemcałem stadem, kierdelemz doliny w dolinęz polany w polanęw śniegach utytlanesmreki, buczyna, jałowiecpręcie, iwa, olchowiecprzyszli nad rostokiprzyszli nad potokichmury pociemniałylasy zbronzowiałygwiazdy na niebieszałasy w kolebiebledną cichająłuny czekają
Basyhudu — hudu — humaju graju — uPanu Bogu Chrystu Panugramy mu
Skrzypcetiri, tiri, tili, tilizagrajmy se w tej to chwiliwili li wiliod o-zorzy do wilji
Kobzame — e — le — mekozu — be — kozu — mebuli-wybuli mojej kozuli
Klarynetmula — ula u la lamatulina matulakolebina, kolebatelebina, telebau — la — la
BasyPanu BoguChrystu Panugramy mu
Klarynetkolebina — kolebamatulina — matulakolebina — koleba
Skrzypcewili — li wili — li do chwiliod o — zorzy — do wilji
BasyPanu Bogu Chrystu panugramy mu
PROLOG 2
pastyrze przybywają Jezusa szukająmuzyki grać przestałyowce beczałynaśli stajnię w polu szczeremna Szumskiej polanie pod wierhem
STAJNIA
Pastyrzew doliniemy czuwali od samej zorzydziś się tu narodził Jezus Syn Bożyzdymcie kierpce bracia iżbywstąpić moglim w te tu izby
Organistamoi bracia ludzie bożya bywajcie tutaj skorzyposzukajcie, zatajonew tej tu stajni Dziécię one
Walekszukałem po oborze, szukał w sąsiekuani śladu w tej stajni po jakim człeku
Onufryobszedł ja źleby, skale dokołaale się tu Jezus chować nie zdoła
Żydej panowie pasterze co tak szukacieco szukacie to i wnet maciepowiadali mi żydkowiew Sądeczu w rynkuże jest tu Panna Marjaz dzieckiem na ręku
Cygankaciary-maciary ja też w Witowiesłyszał że o Jezusie rzekli gazdowieże w jakimś pałacu to dziecię ponojeśli nie wierzycie, świadczę się żoną
Pies Łapajhau — hau, hauja tego cygana znau — znaunie wierzcie cyganowi werdebiejest tu dziecię w tej szopie w kolebie
Chór pastyrzyczy to już świta czy zorzaczy to się palą przestworzazłote iskry — płomieniepod kalenicę — sklepieniebłyszczą się w szopie i sianierozgrzały wierhy i granie
a w stajni w kącie we żłobierazem złączeni przy sobietak sławne święte we świecieJózef Marja i Dziecięjak płatki śniegu zlecielibiali srebrzyści anielia w rękach cytry i grająi paluszkami trącają
Pastyrzemy barana, my koźlętamy kaczora, my jagniętacztery miodu baryłykrzynę piwa, goryłypszczoły z ulem co brzęcząbaranie struny co jęcząprzynosim Panu
Wółjak nie mam chuchać pastyrzekiedy ziąb idzie, mróz bierze
Osiołjak nie mam skakać pastyrzekiej w ogon zimno, mróz bierze
Pastyrzeucichajcie, poklękajcieJezusowi pokłon dajciea wy muzyki zagrajcieod tej wieczerzy ku ranumy zaśpiewamy też Panu
Organistanie śpiewajcie, zaprzestańcie
idą tu z gwiazdą i z łunąkadzidło, złoto i runoniosą i puzdra, klejnotypurpury, pióra, dziwotyidą bez boskiej urazyKasper, Melchior, Baltazy
Chór pastyrzyoto królowie oto panowiezłote fanaberyje, złote liberyjezłote pojazdy i sługiklacze ogiery i cugiprzy karabelach drużynypachołki, czarne murzyny
Baltazyja Baltazy, król znanyprzychodzę, Panu nad Panyniosę pokłony i daryprowadzę sługi, fanfary
MelchiorMelchior ja jestem, król wschoduidę z rajskiego ogroduniosę grona, daktyle, piernikize złotem puzdra, kluczyki
Kasperwiodła nas gwiazda przez morzapaliły słońce i zorzaa jako studnie w pustyniświecą się perły w tej skrzyni
Pastyrzekiedy się światy obrócą
i ptaszki w gaju zanucąDzieciątko uśnie na sianieprzy starym cieśli i Panniejako w dąbrowie dzięciołyzlecą się stadem aniołyi my zagrajmy, zanućmyi na basiskach marudźmyjako w porębach szczyglikihosa — holasa, hosa-holasacicho zagrajcie muzyki
Comments
Loading comments…