Antychryst (Hugo, 1849)
Translated from French by Bruno Kiciński
Przyjdzie on, — gdy ostatnie zapadną wyroki,Gdy się z krynicy życia wyczérpną potoki;Gdy jak konających oczy,Zblednie słońca blask uroczy;Gdy dźwięk przeciągły, śród cienia,Burzliwa przepaść rozszérzy;Gdy zliczy piekło, tłumy swych płatnych żołnierzy,Gdy w końcu, pod ciężarem górnego sklepienia.Jak w starym wozie wytarta,Zaskrzypi niebios oś zdarta.
Przyjdzie on, — gdy uczuje matka w swym żywocie,Zlękłego płodu wzdrygnienie,Gdy wzbronią oddać zwłokom ostatnie uczczenie,Gdy wzbronią oddać hołdu umarłego cnocie,Gdy morze, wzdęte z brzegów, wzburzy grzmiące tonie,I okręt wieków, fala wieczności pochłonie.
Przyjdzie on, — kiedy duma, nienawiść i zbrodnie,Świécące dawnym związkom ugaszą pochodnie,Gdy ludy, wyglądając kresu niecierpliwie,Ujrzą, jak świat ogniwo zgubi po ogniwie,Wyrwami gwiazd, ognista pokryje się droga,A w niebie, (jak po sali, w odblasku jasności,Przechadza się gospodarz czekający gości)Mijać będzie i wracać cień nieźmierny Boga.
Narodom jak bicz się zjawi,Okup więźniom zmarnotrawi;Pan go poszle, by wszelkie winnice spustoszył,I urodzaje rozproszył.I nie będzie lud wiedział, głęboko zmięszany,Czy on w innéj świata stronie,Nosił berło czy kajdany.I w swych pieśniach wesela i śpiéwach ucisku,Pytać będą, czy ogień wieńczący mu skronie,Jest z płomieni czyli z błysku?
Rysy jego niekiedy śmiertelnych uwiodą,Bo niebiańskie wziąwszy wdzięki,Błyśnie, w promiennym blasku, anioła urodą,Swym wzrokiem, będzie wiosnę przypominał młodą;Uśmiéchem — uśmiéch Jutrzenki.
Czasem, jako smok czarny z żelaznémi szpony,Rozwinie skrzydła, nocy kochanek samotny,
Blady, i sam tajemném jestestwem strwożony,Z łona skalanéj ziemi, i z piekieł wzniesiony,Poruszy tuman sromotny.
Głos jego, pełen dziwów, na świat zlękły spłynie,On swojém tchnieniem grody poniesie w pustynię,On mimo mglistych wiatrów, przez powietrze wszędzie,Czarodziejskie rozkazy swe rozsyłać będzie.Ogień zgromi, i przejdzie przez przepaści wodne,A piasków zaspy niepłodneGdzie stąpi, umają się świéżémi kwiatami;Gwiazdy będą go wiankiem złocistym wieńczyły,A na głos jego zadrżą i umarli sami,Jakby mieli wstać z mogiły.
Wulkan lejący lawę, potok wód wezbranych,Nie będzie miał przyjaciół pragnąc miéć poddanych;Tłoczyć będzie brzemieniem nigdy wprzód nieznaném,On téj ziemi, nie uzna za królestwo swoje,Srogi, widziéć w niéj tylko będzie swe podboje,A gdzie Bóg był pasterzem, on zechce być panem.
Dopiéro, gdy pokona niewolniczą ziemię,Inném żyć zacznie życiem, inne dźwigać brzemię,On się ani odmieni, ani zestarzeje;Kwiat przez niego dotknięty natychmiast zwiędnieje,A bez czci i bez wiary, dla wszystkich i wszędzie,Cudzoziemcem tylko będzie.
Oczekiwanie jego nie będzie nadzieją;Zmienną pędzony żądzą, jakby fal koleją,
Wielki, mierności naszéj pozazdrości szczérze,Bo tylko z swéj potęgi gorzki owoc zbierze,Nawyknie widziéć ciągle sztylet przy swém łonie,Spokojny jak przed burzą, zimny jak po zgonie.W sercu jego, walcząca w źle sprzęgłym hymenie,Zbrodnia zadławi sumienie.
Konającego czasu szczątki on pochwyci;Zechce w ostatnim porcie ugasić latarnię,A los, boskiego posła dręczący bezkarnie,Tego Messjasza piekieł, potęgą zaszczyci.
Jak dziki zwiérz nad pastwą, na ofiarach spocznie,A w dniach swéj marnéj władzy, wzrok jego widocznie,Mimo uciech fałszywych, tajny wstyd oznaczy,I dumę, wyrodzoną na łonie rozpaczy.
On śmiertelnym dać zechce piekło za ojczyznę,On na rolę rozsądku, błędy swe rozpruszy,A w napój, którym podłych sumienie zagłuszy,Wmięsza wonność do jadu, wmięsza miód w truciznę.
On człowieka od nieba, jakby wał grobowy,Oddzielić zechce, tłocząc berłem swojém srogiém;By oddać jego zbrodnie, nie znajdzie się mowy,A przelękły Ateusz, nazwie go swym bogiem.
Nakoniec, gdy ten herold skrytości głębokiéj,Przeszedłszy pasma zbrodni, wypełni wyroki,
Gdy święta cnota, w sercach zimnych ludzi,Już szlachetnego zapału nie wzbudzi,Świętych płomieni nie wskrzesi;Gdy oznakę morderstwa i ohydy piętno,Na swych spólnikach zawiesi;Dni swoich koniec, chwilą oznaczy pamiętną;Bo wtedy rządom jego, przyjdzie ostateczność,Gdy wybije godzina, wskazująca wieczność.
Comments
Loading comments…