Diwy
Translated from French by Bruno Kiciński
E come i gru van cantando lor-lai,Facendo in aer di se lunga riga;Cosi vid’io venir traendo guaiOmbre portale d’alla detta briga.— DANTE. —A jak ciągną zdaleka trukając żórawie,Długi w powietrzu tworząc z siebie sznur,Tak ja duchy jęczące widziałem na jawieNa skrzydłach burzy pędzone śród chmur.
LudWsiI gródJuż spi —I wałCo grzmiałŚród skałTeż spi.
W téj ustroniCoś oddycha, —To noc cichaTchnienie roni;Taki ruchŁechce słuch,Gdy się duchOgnia broni.
Głośniejszy tropięBrzęk jakby dzwonka,Skacząc w galopieKarzeł tak brząka.To sobie gwiźnie,To się prześliźniePo wód płaszczyźnie,Na jednéj stopie.
Co raz bliższy dźwiękOdbił się od boru,Jak gdyby z klasztoruSmutnych dzwonów jęk;Jakby tłumu głos,Spadał raz, znów rosł,To milkł, to się wzniósł,Jak śpiéwanie chóru.
Słychać już Diwy złe.Biada! Straszny ich wrzask;Gdy lampy gaśnie blask,Pod schody skryjmy się;Poręczy cień po ścianie,Suwa się niespodzianie;Ah! gdzież on przecież stanie,Na półap aż się pnie. —
Tłum Diwów pędzi jak grzmot,Kręcą się wirem i świszczą;Cisy podruzgał ich lot,Jak drewka w ogniu tak piszczą.Lecąc ich zastęp ponury,W ciemne przestrzenie natury,Ma podobieństwo do chmury,Z któréj łona błyski łyszczą.
Zbliżają się; zasuńmy drzwiNa rygle i tęgie zapory,Niech ohydne nie wchodzą miUpiorów i smoków potwory;Coś zarykło na górze tam,Pewnie z zamku wyrwał się tram;Łoskoczą zawiasy u bram,Coś stuka jak w młynie stępory.
Huczy piekielne wycie i płacz,Krzyczy rój Diwów wiatrem zagnany,Pewnie nad domem siadł i gnie ściany;Boże łaskawy! wspiérać mnie racz;Dom mój się wstrząsł i jak żywy drga,Rzekłbyś, iż wiatr wywróci go z dna;Jak zawierucha liść suchy gna,Tak burza miota Diwów tumany.
Proroku! jeśli jest w twéj mocy,Zbaw mnie od tych szatanów nocy,A pójdę wdzięcznością natchniony,Bić tobie w meczecie pokłony!Połóż koniec piekielnéj stypie,Zgaś ich oddech co iskry sypie,Niech szyby okien próżno sypie,Rój Diwów zjadliwémi szpony.
Odszedł przecie huczny tłum,A z nim zwolna znika szum,Już przecie nogami w mojeBić zaprzestali podwoje;Lecz w powietrzu jeszcze dźwięk,Jeszcze słychać kajdan brzęk,I pobliskich lasów jęk,Gdzie dmą ogniem Diwów roje.
Ich huczny lot i zwinny,Ich skrzydeł szmer ustaje,Tak, że się uchu zdajeGłos słyszéć coraz inny.Nie jedenby go rad,Brać za szarańczy spad,Lub za bijący gradNa ołowiane rynny.
Dziwaczne syllaby,Wydają te brzmienia,Tak w róg, gdy ArabyZatrąbią z niechcenia;Brzmią dźwięki pieszczące,Po wodzie, po łące,A dziécię marząceMa złote marzenia.
Grobowe Diwy,Płód śmierci chciwy,Krok niosąc rączo,W cieniach się łączą,Szemrzą ich roje,Jak ciche zdrojeCo nurty swojeW doliny sączą.
Brzmieniem onémPrzygłuszoném,Jest-to prądFali w ląd,Jest-to wszczęty,Paciérz świętéj,Żalem tkniętéj,Za straconym.
Już czas!W swą mocMa nasWziąć noc.RykKrzykZnikłŻgasł.Zgasł.
Comments
Loading comments…